logo

Aqiqah – tego nie zobaczysz na wakacjach.

Są rzeczy, których nigdy nie doświadczysz na wakacjach. Myślę, że uczestniczenie w Aqiqah jest jedną z takich rzeczy.

Niedziela zapowiadała się nudno. Wprawdzie miałem w planach odwiedzenie Batu, które słynie z ogrodnictwa i endemicznych upraw jabłek, ale na Polaku jabłka nie robią aż takiego wrażenia jak na Indonezyjczykach, dla których to egzotyka w najczystszej postaci. Odbębniłem więc te wszystkie sady i ogrody, chociaż tego typu klimaty to nie moja bajka.

DSC01515

Znajomy, z którym byłem, zaproponował mi, abym wieczorem po powrocie do Bululawang odwiedził jego przyjaciela, organizującego, jak się wyraził, birthday celebration. Przywykłem do tego typu propozycji. Wiążą się one zawsze z tym samym – obwożeniem mnie po krewnych i znajomych w celu obfotografowania mnie z każdej strony, o czym piszę TUTAJ.

Tym razem było trochę inaczej, a nawet bardzo inaczej. Birthday celebration okazało się nie być przyjęciem urodzinowym, ale religijną uroczystością z okazji narodzin dziecka.

Aqiqah odbywa się trzy miesiące po porodzie i jak przystało na świętowanie poporodowe, jest imprezą typowo męską. Teraz w Waszych głowach powinno się pojawić oburzenie. Podczas gdy kobieta ledwo co wydobrzała po ciąży i porodzie, jej mąż sprasza do domu kolegów, którym w dodatku trzeba coś ugotować. Ci muzułmanie są straszni! Przypominam jednak, że my mamy zwyczaj pępkowego. Kobieta leży obolała zazwyczaj jeszcze w szpitalu, a facet idzie urżnąć się ze szczęścia z kolegami.

Indonezyjczyk nie pije alkoholu, ale musi za to zabić kozę w przypadku przyjścia na świat córki lub dwie kozy w przypadku syna. Ojciec dziecka wynajmuje grajków, którzy wieczorem przed domem szczęśliwych rodziców w towarzystwie bębnów i profesjonalnego nagłośnienia wyśpiewują modlitwy w intencji nowo narodzonego członka społeczności. Zwołani śpiewem sąsiedzi i rodzina schodzą się do gospodarza i dołączają się do modlitw. Trwa to może pół godziny, może trochę dłużej – nie wiem, bo wsłuchany w rytm bębnów nie myślałem o czasie.

DSC01523DSC01524

Później następuje kolacja, ponieważ coś trzeba zrobić z tymi dwiema kozami. Zatem na talerzu mamy ryż i satay z kozy, obowiązkowe w Indonezji prażynki do chrupania w trakcie posiłku, a do popicia herbatę i oczywiście słodkości na deser.

DSC01525

Po kolacji wszyscy palą – bez tego w Indonezji się nie obejdzie. Skusiłem się i spotkało mnie zaskoczenie – indonezyjskie papierosy są słodkie jak cukierki; najpopularniejsze są goździkowe. Muszę przyznać, że tytoń z goździkami to bardzo udane połączenie. Smak to jednak na wszystko. Goździki podczas spalania skwierczą, więc paleniu towarzyszą też doznania słuchowe. Dla tych, których zachęciłem właśnie do rzucenia wszystkiego i przylecenia do Indonezji na fajkę, mam jednak ostrzeżenie. Tutejsze papierosy zawierają kilka razy więcej substancji smolistych niż te zachodnie, a słodki smak dodatkowo usypia naszą czujność, bo możemy sobie tak palić i palić, siedzieć w goździkowym dymie i zupełnie zapomnieć o raku płuc…

Gospodarz w trakcie Aqiqah nic nie je, ani nie pije. Nawet za bardzo nie uczestniczy w rozmowie. Cały czas tylko pilnuje, czy żadnemu gościowi niczego nie brakuje. Wprawdzie kolację przygotowała żona, ale cała obsługa kelnerska jest na jego głowie. Pracowałem jako kelner przez ponad pięć lat i byłem pod wrażeniem, ponieważ obsłużenie kilkunastoosobowej imprezy, odbywającej się na podłodze oraz przed domem (grajkowie też dostają poczęstunek), to nie jest łatwe zadanie, a świeżo upieczony ojciec świetnie się z niego wywiązał.

DSC01526

Uroczystość kończy się wręczeniem prezentów, ale nie prezentów dla gospodarzy od gości, lecz odwrotnie. Każdy gość dostaje paczuszkę z jedzeniem na wynos. Dwie kozy to mnóstwo mięsa, więc trzeba coś z tym zrobić.

Podsumowując, poczułem się naprawdę wyjątkowo tego wieczoru. Po pierwsze był to bliski i autentyczny kontakt z inną kulturą, co samo w sobie zawsze jest ekscytujące. Po drugie czuję, że muszę tu być naprawdę mile widziany, skoro zaprasza się mnie, niemuzułmanina, do uczestnictwa w stricte religijnym, ale też intymnym, rodzinnym wydarzeniu.

Wiem, że wszystko już odkryto, a następnie umieszczono w internecie. Jeżeli zboczy się jednak trochę z wytyczonego przez Lonely Planet szlaku, można jeszcze w indonezyjskiej wiosce pośrodku niczego poczuć się jak odkrywca. Nie dlatego że nikt przede mną nie widział Aqiqah. Pewnie widział, ale tego wieczoru mój osobisty horyzont przesunął się kawałek dalej, a to chyba o to chodzi w podróżowaniu.

Facebookby feather


Inline
Please enter easy facebook like box shortcode from settings > Easy Fcebook Likebox
Inline
Please enter easy facebook like box shortcode from settings > Easy Fcebook Likebox