logo

Wodospad Coban Pelangi

Nie mam nic przeciwko plażom, ale to, co mnie naprawdę pociąga, to góry. Indonezyjczycy nie do końca rozumieją chyba, na czym polega ta pasja, ale udało mi się wyciągnąć jednego z nich na krótki spacer do pobliskiego wodospadu.

Oczywiście musieliśmy pojechać tam motocyklem, ale ostatni etap (może 1 km) pokonaliśmy na piechotę. Nie była to jakaś ciężka wspinaczka, raczej krótki górski spacer, ale mój indonezyjski przyjaciel i tak stwierdził, że dawno się tak nie zmęczył.

Tu muszę zrobić małe wtrącenie. Przeciętny Indonezyjczyk prawie w ogóle nie chodzi. Do przemieszczania się używa motoru, a w najgorszym wypadku, jeśli jest bardzo biedny, roweru. Pieszy to na miejscowych ulicach zjawisko prawie niespotykane. Ja, pokonując swój trzystumetrowy odcinek z domu do pracy na piechotę wzbudzam sensację. Za każdym razem jestem pytany, czy aby na pewno nie potrzebuję podwózki, a w szkole nie wierzą mi, że ten morderczy dystans pokonałem o własnych siłach 🙂 Wyjście w góry dla przyjemności – to się nie mieści w indonezyjskiej głowie. Tak więc codziennie te 130 milionów Jawajczyków wyjeżdża ze swoich domów na motorach i dziwią się, że mają korki.

DSC01356

Haris podjął się ze mną w ten niedzielny poranek wyprawy od parkingu do wodospadu Coban Pelangi, więc chwała mu za to. Wcześniej jednak przejechaliśmy drogą z jednej strony prowadzącą do słynnego wulkanu Bromo, z drugiej do najwyższej góry na Jawie – wulkanu Semeru. Ten drugi widać w tle zdjęcia, chociaż generalnie tego dnia światło mi nie sprzyjało, a słońce zawsze świeciło nie z tej strony, z której akurat w danym momencie powinno.

DSC01307

Na pewno muszę się wybrać na jakiś trekking w Indonezji, bo pięknych tras jest tu mnóstwo, ale namówienie na to któregoś z moich tutejszych znajomych zajmie mi pewnie trochę czasu. Tymczasem moją górską pasję musiał zaspokoić ten krótki spacer, ale nie długość, a jakość się liczy i jestem ukontentowany. Powietrze było rześkie, wodospad słychać było w oddali, więc dźwięk koił zmęczony całotygodniową pracą umysł, a nagroda w postaci studziesięciometrowego Coban Pelangi na końcu trasy nasyciła pięknem moje zmysły. Towarzystwo Harisa też było bardzo przyjemne. Rozmawialiśmy o naszych dziecięcych zabawach nad rzeką, które okazuje się, że były bardzo podobne, mimo że odbywały się nad kompletnie różnymi rzekami. Dzieciństwo to w ogóle był fajny okres i tu też byliśmy zgodni, dokładnie tak samo zgodni, jak co do tego, że wolelibyśmy pracować w kamieniołomie niż z dziećmi w szkole podstawowej 😉

DSC01319

Pewien niedosyt tego dnia pozostawił brak tęczy, z której słynie to miejsce, ale nie mogę narzekać tu na pogodę i brak tęczy w momencie, kiedy u Was temperatura oscyluje pewnie w okolicach zera, a z nieba pada śnieg z deszczem. Tęczy nie było, ale i tak było ładnie, a kto koniecznie chce ją zobaczyć musi ją sobie wygooglać lub odwiedzić wodospad popołudniową porą w słoneczny dzień, kiedy jest na to największa szansa.

Na koniec kilka zdjęć. Tyle, na ile pozwala mi dziś prędkość mojego internetu. Zaktualizowanie Galerii będzie musiało poczekać na lepsze czasy. Pozdrawiam!

DSC01335DSC01339DSC01358DSC01331

Facebookby feather


Inline
Please enter easy facebook like box shortcode from settings > Easy Fcebook Likebox
Inline
Please enter easy facebook like box shortcode from settings > Easy Fcebook Likebox