logo

Dzień Dziecka dookoła świata

Międzynarodowy Dzień Dziecka zobowiązuje. Pierwszego czerwca na blogu musi być międzynarodowo i muszą być  dzieci. Takoż będzie.DSC01888

W podróż jedziemy podglądać życie innych ludzi. Jesteśmy ciekawi, czasami ciekawscy. Nie zawsze zdajemy sobie sprawę, że jako obcy bywamy też obiektami ciekawości. Dorośli zazwyczaj się z nią kryją, udają, że nie patrzą. Dzieci nie mają tego problemu. Wybiegają na ulicę, machają nam, krzyczą coś do nas. W niektórych miejscach na świecie wizyta białego turysty odbierana jest z nie mniejszymi emocjami niż lądowanie kosmitów. To święto, a dla dzieci prawdziwy Dzień Dziecka.

I tak oglądamy się wzajemnie. Dzieci mogą się pochwalić kolegom, że widziały kosmitę, my przywozimy z podróży masę takich zdjęć:

156163

Wdzięczniejszego obiektu fotografowania niż dzieci prawdopodobnie nie  ma. Dorośli, w tym ja, zazwyczaj nie umieją pozować. Chcą wypaść dobrze, a robią głupie miny, są sztuczni, bywają nadęci. Dziecko jest sobą, nawet gdy pozuje, tak jak na tym zdjęciu z indonezyjskiego Ende:

DSC04122

Spedziłem z nimi może pół godziny (byłem gościem ich starszego kuzyna) i już po tak krótkim czasie było wiadomo, kto jest kim w rodzeństwie. Ufna i przyjazna dziewczynka, sympatyczny, mały cwaniak i uważny, ale nie tak skory do kontaktu najstarszy brat. Trzymał młodszych bez przerwy na niewidzialnym sznurku, aby przypadkiem nie spoufalali się za bardzo z obcym białasem. Swoją drogą bardzo słusznie z jego strony.

Turyści, chociaż zazwyczaj pełni dobrych chęci, zwłaszcza w krajach biednego, globalnego Południa robią dzieciom więcej szkody niż pożytku. Dzieci są słodkie i rozczulające. Ich bieda chwyta za serce, ale jednocześnie niezwykle malowniczo wygląda na zdjęciach. Dorośli to wiedzą i wykorzystują. Na przykład w Kambodży w Angkorze:

147108

Prędzej kupimy pocztówki lub papierowe ozdóbki od wygadanej pięciolatki niż od jej matki. Prędzej wesprzemy małą, bosą żebraczkę niż nachalnego dorosłego. Niby wiemy, że to wszystko ukartowane, że nie powinniśmy, ale i tak się na to łapiemy. Potem jesteśmy na siebie źli, a w kolejnym odruchu obwiniamy o ten stan rzeczy rodziców dziecka, że zmuszają je do pracy lub pozostawiają same sobie. Czasem słusznie, ale czasem w kraju, w którym dostęp do edukacji lub jakiejkolwiek formy instytucjonalnej opieki jest utrudniony, rodzice nie mają wyjścia. Na zdjęciu niemowlę na targu w Coban w Gwatemali wśród indyków, kur i worków z cebulą:

DSC00698

Pamiętam jedną sytuację z początku mojego pobytu w Kambodży, która niby była błahostką, ale powracam do niej myślami do dziś (było to 8 lat temu). Spacerowałem sobie wzdłuż rzeki w Phnom Penh. Podbiegł do mnie jakiś chłopiec i standardowo poprosił o dolara. Nie daję pieniędzy żebrzącym dzieciom, naczytałem się dużo o tym, że nie wolno i się do tego stosuję. Miałem jednak w torbie kilka polskich krówek, więc go poczęstowałem. W kilka sekund później przepychało się wokół mnie z wyciągniętymi rękami kilkanaścioro nowych dzieci. Nie wiedziałem, skąd się wzięły, nie wiedziałem, jak zauważyły, że przed chwilą ich kolega dostał cukierka. Wiedziałem tylko, że nie mam przy sobie wystarczająco dużo krówek i że na własne życzenie znalazłem się w sytuacji bez dobrego wyjścia.

Można przeczytać wiele raportów organizacji humanitarnych, obejrzeć wiele newsów z krajów ogarniętych wojną lub po prostu biednych, ale dopiero las rąk wyciągniętych w Twoją stronę po krówkę pozwala zrozumieć, że pomoc w pewnych miejscach jest niezbędna. Nie jest to jednak najważniejsza nauka. Ważniejsza jest taka, że istnieje pomoc pozorna, która bardziej szkodzi niż pomaga – upokarza, utrwala złe nawyki, nie prowadzi do rozwiązania żadnego problemu.

Są organizacje, które pomagają dzieciom mądrze i zamiast rozdawać krówki lepiej je wesprzeć. Moja ulubiona to Polska Akcja Humanitarna, ale jest ich znacznie więcej.

Pomyślcie o tym w Dzień Dziecka. Święto zostało ustanowione przez Zgromadzenie Ogólne ONZ w 1954 roku nie po to, aby zwiększyć konsumpcję czekolady i sprzedaż klocków LEGO, ale aby upowszechnić ideały i cele dotyczące praw dziecka. A prawami dziecka są między innymi (tutaj wymalowane na murze szkoły w Panajachel w Gwatemali):

DSC00263

1. Prawo do życia w godności i do tożsamości

155

2. Prawo do wychowania w rodzinie i kontaktów z nią w przypadku rozłączenia

DSC01699

3. Prawo do wolności ekspresji, wyznania i światopoglądu

DSC02119

4. Prawo do edukacji

Exif_JPEG_420

5. Prawo do zabawy i rekreacji

DSC01916

6. Prawo do odpoczynku

DSC01759

7. Prawo do szczęścia

DSC01899DSC01389

Exif_JPEG_420

Facebookby feather


  • Świetne zdjęcia, ale tak z ciekawości zapytam, czy masz zgodę ich rodziców na publikację zdjęć pojedynczych dzieci. Ja mam sporo podobnych zdjęć, ale nie publikuję ich właśnie dlatego, ze nie mam zgody (bo nie przyszło mi to do głowy, kiedy robiłam zdjęcia).

    • Wiele z tych dzieci to moi uczniowie lub dzieci moich bliższych lub dalszych znajomych. Rzeczywiście są też dzieci anonimowe. Przyznaję bez bicia, że nie wiem, co mówi w tym przypadku prawo i w jakim stopniu wizerunek dzieci i ludzi w ogóle jest chroniony. Jeśli masz taką wiedzę, to chętnie się z nią zapoznam i piszę to zupełnie poważnie, bo to ciekawe i dla blogera na pewno przydatne. Od strony prawnej nie wiem, czy taka wiedza jest wymagana. Wątpię, chociaż może się mylę, aby na przykład dziennikarze, fotoreporteży za każdym razem uzyskiwali zgodę od rodziców na publikację zdjęć ich dzieci, zwłaszcza w przypadku wszelakich zdjęć ulicznych. Media społecznościowe to w ogóle wolna amerykanka. Każdy lub prawie każdy robi zdjęcia znajomym, nieznajomym, również dzieciom, udostępnia je, komentuje, wkłada w nowe konteksty. Nikt nie ma nad tym kontroli.

      Jeśli chodzi o aspekt etyczny sprawy, to nie mam jednoznacznego zdania. Myślę, że dopóki nie wykorzystuje się wizerunku do celów zarobkowych (dotychczas na blogu nie zarobiłem ani zlotowki) lub do szkalowania osoby to jest to sprawa czysta. Oczywiście na prośbę osób zainteresowanych usunąłbym zdjęcia ich dzieci, ale realnie na to patrząc nikt z taką prośbą nie wystąpi (chociaż wiem, że „moi” Indonezyjczycy na blogu bywają).

      Zagadnienie, które poruszyłaś, zgłębię, przetrawię i coś postanowię. Dziękuję za uwagi. Nie upieram się, że publikując te zdjęcia postąpiłem dobrze. Może zbłądziłem, jak w przypadku tych krówek.

      • Catherine Sophie

        Ja wiem tyle, że aplikuje się prawo danego państwa. Jeśli przykładowo Twój „model” na zdjęciu jest z Francji to musisz mieć pisemną zgodę albo słowną na taśmie że pozwala Ci użyć zdjęcia tu i tu. Ale sądzę że w Azji nikt nic nie chroni pod tym względem 🙂

        • Też myślę, że w Azji nikt nic nie chroni. Sam widuję swoją twarz np. na zdjęciach profilowych na facebooku u moich indonezyjskich uczniów 😄 Od wczoraj doczytałem, jak to wygląda w Polsce. Bez zgody można publikować
          -zdjęcia osób publicznych podczas wykonywania ich obowiązków (np. prezydenta podczas uroczystości państwowych, piosenkarza podczas koncertu);
          – zdjęcia modela, któremu zaplaciło się za pozowanie (przyjęcie takiej zapłaty jest równoznaczne że zgodą na publikacje);
          – zdjęcia, na których pojedyncze osoby

  • Nat

    Świetnie, że ktoś poruszył temat od tej właśnie strony. W końcu Dzień Dziecka jest głównie po to, by przypomnieć sobie o prawach dziecka, a nie by iść na festyn i kupić gofra. Warto o tym mówić.

    • Dziękuję, też tak uważam.

  • Catherine Sophie

    Zawsze jak widzę te prawa to mi się śmiać chce. To nie są prawa, to są przywileje. I tak długo jak będziemy temu przeczyć tak długo tych przywilejów będzie tak mało. Niestety, rzeczywistość jest bezczelna pod tym względem. Świetny post, jak zawsze.

    • Z pełni tych praw korzystają w zasadzie wyłącznie dzieci europejskie i amerykańskie, a i tak nie wszystkie. Poza tym jest tych praw więcej, np. prawo do opieki zdrowotnej. W tym sensie rzeczywiście są to raczej przywileje dla garstki i pewne postulaty oenzetu niż coś, co rzeczywiście jest stosowane. Sam publikując ten tekst nagiąłem prawo do ochrony wizerunku, więc sam nie jestem bez winy. Tym bardziej warto o tym wszystkim mówić.

  • polegytravels

    W punkt! Uważam że przykry jest fakt że teraz na Dzień Dziecka ludzie zajmują się tym jaki kupić prezent a nie tym co dziecku jest faktycznie potrzebne. Los dzieci szczególnie nas porusza. W Indiach niestety też popularne jest to że dzieci sprzedają turystom różne produkty, albo proszą o kupienie czegoś do jedzenia, czegoś co ma cenę kilka razy wyższą niż normalnie. Turysta kupuje, a dziecko to jedzenie oddaje tam gdzie zostało kupione i dostaje jakieś grosze z zapłaconej ceny… Zgadzam się z Tobą całkowicie, pomoc musi być na dłuższą metę i najlepiej uczyć edukując i pokazując jak można zarobić, jak się utrzymać a nie dając wszystko gotowe. Ludzie niestety szybko przyzwyczają się do tego co jest za darmo i żyją w przekonaniu że praca jest niepotrzebna. Edukacja i edukacja to klucz do sukcesu 🙂

Inline
Please enter easy facebook like box shortcode from settings > Easy Fcebook Likebox
Inline
Please enter easy facebook like box shortcode from settings > Easy Fcebook Likebox