logo

I nie tylko…

Blog w swoim opisie ma podróże po Indonezji i nie tylko. Dziś zajmę się tym i nie tylko. Na początek będzie Kambodża, bo z różnych powodów jest dla mnie najważniejsza.

Kiedy zacząłem podróżować? Bardzo wcześnie. Najpierw palcem po mapie, ale to też się liczy, bo rozbudza ciekawość i rozpala wyobraźnię. Tak sobie myślę, że może im dłużej trzeba czekać na ziszczenie się marzeń, tym ta ciekawość świata staje się większa. Ja wprawdzie gdzieś tam we wczesnej młodości jeździłem, ale to wciąż nie było to.

Aż wreszcie w wieku 24 lat, kiedy żądza poznania czegoś dalekiego rozgrzana była do czerwoności, ni z gruszki ni z pietruszki, zaskakując siebie i innych, wyjechałem na 5 miesięcy do Kambodży. Dlaczego do Kambodży? Jakoś przez przypadek na forum dla nauczycieli języka polskiego jako obcego pojawiło się ogłoszenie z ofertą pracy w Phnom Penh. Uczenie języka polskiego w Indochinach wyglądało na tyle absurdalnie, że chyba nikt poza mną na ofertę nie odpowiedział. Z perspektywy czasu wiem, że mają czego żałować.

Na drugi koniec świata zawlokłem ze sobą moją przyjaciółkę Martę, która miała równie nierówno pod sufitem, chociaż obecnie jest stateczną żoną i matką dwóch synów. Chociaż może określenie stateczna nie jest w jej przypadku najszczęśliwsze 😉 Szerokiej publiczności jest dziś znana jako Mama w biegu – blogerka, która swoją drogą namówiła mnie na założenie bloga.

Tak więc dwoje nieopierzonych studentów polonistyki pojechało nieść kaganek oświaty przez wilgotną kambodżańską dżunglę. No może nie do końca przez dżunglę, ale w sumie stolica Kambodży jest taką miejską dżunglę. Uczyliśmy podstaw polskiego szwaczki i szwaczy, którzy mieli przyjechać do pracy w polskich fabrykach. Ostatecznie nie przyjechali, bo w 2008 roku przyszedł nagle światowy kryzys i firma, która to wszystko finansowała zrezygnowała z przedsięwzięcia. Mimo finansowego fiaska projektu my z Martą zdążyliśmy przeżyć przygodę życia, poznać Indochiny i rozkochać się w Azji. To nie była po prostu fajna wycieczka. Dla mnie, ale myślę, że dla Marty również, było to doświadczenie, które zmieniło nas na zawsze. To, kim dzisiaj jestem, jaka jest moja wrażliwość, nastawienie do świata i ludzi, zawdzięczam tym kilku miesiącom. Myślę, że pośrednio także to, że siedzę dziś w Indonezji, jest daleką konsekwencją tamtej szalonej młodzieńczej decyzji.

60

Widziałem jeden z cudów świata Angkor i nie zapomnę tego do końca życia, pływałem z maską w ciepłym morzu, piłem świeże mleko kokosowe, jadłem żaby i robale, byłem na khmerskim weselu. Przy okazji odwiedziłem Singapur, Tajlandię, Wietnam i Laos. Piękna niektórych z tych miejsc nie da się opisać słowami, ani przekazać na zdjęciach.

1151259569

Nie widoczki były jednak dla mnie najważniejsze. Chociaż sam miałem tam bardzo dobre warunki, poznałem realia życia w tak zwanym kraju Trzeciego Świata (to określenie uznaje się obecnie za niepoprawne politycznie; lepiej mówić o krajach globalnego Południa lub krajach rozwijających się). Do dziś uważam, że Europejczycy powinni w takie miejsca jeździć obowiązkowo. Po pierwsze, aby docenili to, co mają, bo dla większości ludzkości na Ziemi pewne nasze oczywistości, jak toaleta, szkoła, służba zdrowia, ubezpieczenia wcale nie są oczywiste. Po drugie, aby wyrobili w sobie wrażliwość na problemy pozaeuropejskiego świata, które tylko z pozoru nie są naszymi problemami. Jeśli mamy łatwy dostęp do tanich ciuchów w sieciówkach, to tylko dlatego że ktoś, kto je szył, robił to za głodową pensję w miejscu, gdzie nikt nie słyszał o prawie pracy. Jeśli za grosze kupujemy egzotyczne owoce z Azji, Afryki lub Ameryki Łacińskiej, to tylko dlatego że ktoś tyrał w nieludzkich warunkach na plantacji. Lubimy myśleć, że nasz wysoki poziom życia wynika wyłącznie z naszej ciężkiej pracy i cywilizacyjnej wyższości nad resztą świata. Takie myślenie na pewno poprawia samopoczucie, ale sprawa jest trochę bardziej złożona. Na nasz dobrobyt pracują także małe żółte lub czarne rączki i niestety właścicielom tych rączek nie płacimy za to tyle, ile powinniśmy. Co więcej często decyzją naszych przedstawicieli pogarszamy i tak kiepską sytuacją rozpętując bezsensowne wojny w dalekich krajach. Później, kiedy w wyniku tych wojen do naszych drzwi pukają uchodźcy, udajemy, że to nie nasza sprawa. Nie mówię, że rozwiązaniem jest przyjęcie wszystkich i na każdych warunkach, ale rżnięcie głupa i mówienie, że nie wiemy, o co im chodzi, jest co najmniej wątpliwe etycznie. Zwłaszcza, że za złą sytuację w krajach rozwijających się nie są odpowiedzialni wyłącznie źli politycy, ale także nasze wybory konsumenckie, które niemal bezpośrednio skazują wielu ludzi na świecie na życie w nędzy. Tego wszystkiego nauczyła mnie Kambodża, ale żeby nie było tak gorzko, to kończę ten wpis kilkoma moimi ulubionymi zdjęciami. Do Kambodży pewnie jeszcze na tym blogu wrócę.

108

Facebookby feather


  • Dziś szukałam fotki do wpisu i przeglądałam zdjęcia i nawet myślami byłam w Twoich okolicach. Mam nadzieję, że nie tylko na tym blogu „wrócisz do Kambodży” 🙂

    • Też mam taką nadzieję, ale nie bój się, nie zapomnę o Tobie. Odchowaj tylko synów…

  • Kasia

    Nie mam pojęcia o co chodzi z tą Azją, ale faktycznie jak się tam pojedzie to się wsiąka a potem tęskni i chce wracać. Nie masz wrażenia, że niby ta sama planeta, ten sam człowiek (w sensie gatunek) a wszystko jest kompletnie inne?

    • Świetnie to ujęłaś.

  • Piękny kraj, a tak pełen kontrastów! Masz rację z tym, że każdy Europejczyk powinien odwiedzić choćby Kambodżę albo Birmę i zastanowić się nad swoim życiem, nawet w takiej Polsce, przecież my tu mamy istny raj!

    • Rzeczywiście. Jeśli tylko wyjrzy się odrobinę poza turystyczne atrakcje, to wraca się stamtąd odmienionym.

  • Kiedyś tam pojadę! Mnie najbardziej ciągnie do Indii, od zawsze to było moje marzenie. Pozdrawiam, bardzo ciekawy blog!

    • Dziękuję za miłe słowa i życzę spełnienia marzeń! Indie też są na mojej liście.

Inline
Please enter easy facebook like box shortcode from settings > Easy Fcebook Likebox
Inline
Please enter easy facebook like box shortcode from settings > Easy Fcebook Likebox