logo

INDONEZYJSKI DOM

Jak wygląda Wasz dom? Czy jest to mieszkanie w bloku, kamienicy, apartamentowcu? A może domek z ogródkiem na przedmieściu lub na wsi? Dziś pokażę Wam, co nazywają domem Indonezyjczycy.

Na początek rozprawmy się z terminologią. Indonezyjczycy, podobnie jak Polacy, nie mają w swoim języku rozróżnienia na home i house. Polski dom to po prostu dom, a indonezyjski rumah to po prostu rumah. Na tym podobieństwa się jednak kończą. Pokażę to na przykładzie miejsca, które przez najbliższe 6 miesięcy będę nazywał domem.

Zacznijmy od miejsca, w którym śpię:

DSC01037

DSC01038

Łóżko, szafa, stolik, wieszak, zasłonka w oknie – koniec. W pokoju się śpi, więc niczego więcej tu nie potrzeba. Na uwagę zasługuje zasłonka. Okna są prawie zawsze zasłonięte z co najmniej dwóch powodów. Po pierwsze pamiętajmy, że znajdujemy się nieopodal równika. Słońce świeci tu mocno i raczej się przed nim chowamy niż go łakniemy. Po drugie, zwłaszcza jeśli pokój zamieszkuje kobieta, jest on schronieniem, do którego nikt niepożądany, jak również żadne niepożądane spojrzenie nie może mieć dostępu. Tutaj się przebieramy, czeszemy włosy (mnie ta czynność odpada), więc szczególnie jeśli jesteśmy muzułmańską kobietą, musimy czuć się bezpiecznie i mieć pewność, że nikt nas nie obserwuje.

Jest dość czysto, ale to nie ustrzegło pokoju przed wilgocią i pleśnią. W tak wilgotnym klimacie farba nie chce się trzymać ściany. Mam cichą nadzieję, że widoczne gdzieniegdzie pęknięcia mają tę samą genezę, a nie wynikają z nawiedzających Jawę regularne trzęsień ziemi.

Wychodzimy z pokoju prosto na patio:

DSC00933

Tutaj pierwsza zagwozdka, czyli gdzie wolno, a gdzie nie wolno wejść w butach. Problem to tylko dla mnie, bo dla całej reszty jest to oczywiste jak oddychanie. Biegają po domu, mijając te wszystkie strefy wolne od obuwia i nawet przez sekundę nie zastanawiają się, czy teraz klapki trzeba zdjąć, czy założyć. Klapki są wspólne. Nic nie szkodzi, że  swoje zostawiło się akurat gdzie indziej. Przecież dookoła leży tyle japonek. Tylko ja z europejskim uporem maniaka szukam swoich, bo są największe i reszta jest dla mnie za mała. Czasem szukam ich długo, bo to nie działa w drugą stronę. Jeśli komuś nawiną się pod stopę moje klapki, to szukaj potem wiatru w polu.

DSC01041

Jak widzicie na zdjęciu klapki nie muszą być do pary. Jeden różowy, drugi pomarańczowy – nikomu to przeszkadza. Służą tylko do przemknięcia z jednej strefy bez obuwia do następnej. Odróżnianie poszczególnych stref nie jest w sumie aż tak trudne, a w nauczeniu się tego pomaga pierwszy deszcz. Otóż buty nosi się tam, gdzie podczas deszczu (czyli w porze deszczowej codziennie) bywa mokro. Patio – to oczywiste, bo na zewnątrz. Kuchnia – jest wprawdzie zadaszona, ale ma kilka dziur w suficie, aby dym z paleniska miał dokąd uchodzić, więc i kałuże w kuchni się zdarzają. Zasady niby proste, ale dla niewprawionego w ciągłym zdejmowaniu i zakładaniu butów Europejczyka bywają kłopotliwe.

Wróćmy do patio, bo tu spędza się najwięcej czasu:

DSC01017

DSC01016

DSC01045

DSC01044

Jak widać na pierwszym obrazku, patio jest częściowo zadaszone prowizorycznym dachem z blachy falistej. Przez większą część roku pada tu codziennie, więc trzeba mieć gdzie się schować. Stoi tu stół, stara dziurawa kanapa, suszy się pranie. W głębi znajduje się przejście do toalety (tam znów zdejmujemy buty). Pod dachem, ale na zewnątrz stoi też pralka, a kawałek wolnej przestrzeni wokół niej służy nocą jako garaż dla motorów i skuterów.

Mamy też oczko wodne, otoczone roślinnością wszelaką (teraz po wyjątkowo długiej, jak na Indonezję porze suchej jest ono puste). Pełni ono funkcję użytkową, bardziej niż dekoracyjną. Podczas ulew spływa do niego woda i nie zalewa tym samym zamkniętych pomieszczeń.

Przejdźmy teraz do miejsca najważniejszego – musholla (czyt. musolla, h jest nieme). To miejsce modlitwy. Nie należy mylić z masjid – meczetem. Do meczetu chodzi się w piątki, jak w niedzielę do kościoła. Musholla jest pomieszczeniem przeznaczonym do codziennej modlitwy w domu, w pracy, w miejscach publicznych takich jak szkoła, lotnisko itp. Musholla niczym szczególnym się nie wyróżnia. Jest pusta. Czasami tylko wskazany jest kierunek, którędy do Mekki, bo tam należy się zwrócić w trakcie modlitwy. Muzułmanin oddaje cześć wyłącznie Allahowi, więc żadne święte obrazki nie wchodzą w grę. Czasami zdarzają się portrety jakichś lokalnych autorytetów religijnych, ale nie są one przedmiotem kultu.

DSC01036

Musholla nie jest miejscem świętym, ale szczególnej wagi. Jako niemuzułmanin mogę tam swobodnie wchodzić, chociaż na czas modlitwy (5 razy dziennie) ją opuszczam. Nie wiem, czy muszę, nikt mnie o to nie prosił, ale tak wydaje mi się taktowniej. Na zdjęciu w musholli tuż przed modlitwą. Boso, w sarongu, w schludnej koszuli, na głowie kopiah (indonezyjska czapka). Muzułmanin nie modli się byle jak i byle gdzie. Strój musi być schludny, najlepiej tradycyjny. Przed zwróceniem się do Allaha, należy dokonać ablucji – mówiąc po polsku umyć się.

W głębi widzicie tablicę. Tak, musholla może pełnić także inne funkcje. W moim domu, który jest jednocześnie szkołą z internatem, prowadzi się tu też lekcje. I tu przechodzimy do punktu, który najbardziej odróżnia dom indonezyjski od domu europejskiego. My zwykliśmy traktować sferę prywatną jako coś odrębnego od sfery zawodowej. Tutaj takie rozróżnienie nie występuje i ma to swoje odzwierciedlenie w przestrzeni, w której żyją ludzie. Właściciel przybytku, w którym mieszkam i pracuję ma coś w rodzaju szkoły językowej z internatem. To zamożny człowiek i po części budynku zamieszkiwanej przez niego i jego rodzinę to widać – skórzane obicia foteli, misterne rzeźbienia w drewnie, lepsza łazienka. Mimo to przestrzeń wspólną dzieli ze swoimi uczniami i nauczycielami. Żyją jak w komunie, chociaż może komuna nie jest najlepszym określeniem, ponieważ jego pozycja głowy tej wielkiej rodziny jest wyraźna i często w różny sposób zaznaczana.

Oto podjazd pod głównym wejściem do jego domu:

DSC00942

Jednak nie tylko u mnie tak jest. Taki model obowiązuje wszędzie zarówno u bogatych, jak i biednych. Dom jest jednocześnie sklepem, warsztatem, restauracją, a nawet hodowlą kanarków. Te wszystkie funkcje pełni rodzinny dom jednego z naszych nauczycieli:

DSC00963

DSC00965

Gdzie zaczyna się restauracja i sklep, a kończy mieszkanie? Nigdzie. Po prostu nie ma takiej wyraźnej granicy. Klatki z kanarkami, też są porozwieszane w wielu miejscach, chociaż nie jest to tylko hobby, ale przede wszystkim hodowla dla celów zarobkowych.

Ważnymi punktami w domach są kuchnia i łazienka, ale mogą być wśród czytelników pracownicy sanepidu lub gastronomii zbyt przywiązani do procedur HACCP, więc te miejsca pominę milczeniem i może wrócę do nich w jakimś kolejnym wpisie.

Facebookby feather


  • Że tak rzeknę szału ni ma 🙂 Porównując do rezydencji Sophiego 🙂
    Ale masz pralkę!!! To jednak ważna rzecz 🙂 A powiedz mi czy myszy/szczury są?

    • Wiesz, u Sophiego to była jednak stolyca. Tutaj jestem na prowincji. Jest dość przyjemnie, chociaż żeby domy w Indonezji były jakoś szczególnie zadbane to nie mogę powiedzieć 😉 Pierwszego indonezyjskiego szczura widziałem w pierwszej godzinie mojego pobytu w tym kraju na lotnisku w Dżakarcie. W domu, a konkretnie na patio, widziałem tylko jedną mysz, więc nie jest źle 😉 Mamy tu dużo kotów. Z reszty przydomowej fauny są jaszczurki biegające po ścianach i żaby skaczące po kuchni, karalucha widziałem tylko jednego martwego, komarów nie liczę, bo zaglądają tylko w przelocie. Przylatują do nas też czasem motyle wielkości męskiej dłoni.

Inline
Please enter easy facebook like box shortcode from settings > Easy Fcebook Likebox
Inline
Please enter easy facebook like box shortcode from settings > Easy Fcebook Likebox