logo

Kogo najbardziej nienawidzisz?

Każdy naród ma swojego największego wroga. Polacy nawet dwóch. Z mlekiem matki wysysamy germanofobię i rusofobię. Nawet jeśli nie jesteśmy radykałami, współpracujemy na co dzień z sąsiadami, wystrzegamy się pogardliwych określeń Szwab i Rusek, to gdzieś pod skórą ciągle to w nas tkwi. Euforia po jedynym w historii wygranym meczu piłkarskim z Niemcami to było coś. Dokopaliśmy przecież Szwabom! Żaden polski produkt nie został ostatnio wypromowany lepiej niż jabłka. Czy dlatego, że tak nam leży na sercu los naszych sadowników? Nie! Każdy mógłby bezkarnie powiedzieć, że są do niczego, ale nie Ruscy! A kogo najbardziej nienawidzą Indonezyjczycy?

Może Holendrów?

Mieliby za co. Ponad 300 lat kolonizacji to wystarczająco długo, aby mówiąc delikatnie, przestać kogoś lubić. Na początku nie było najgorzej. Niderlandzcy kupcy sprowadzali do Europy indonezyjskie przyprawy (wtedy jeszcze się nie nazywały indonezyjskie, bo to późniejsze określenie). Szybko jednak Holenderska Kampania Wschodnioindyjska przerodziła się w narzędzie bezlitosnego wyzysku miejscowej ludności. Do niejednej klęski głodu na archipelagu ten sympatyczny naród wysokich blondynów przyłożył swoją rękę, eksploatując do granic możliwości głównie jawajskich chłopów, chociaż i na innych wyspach nie było kolorowo. Końcówka ery kolonializmu po II wojnie światowej też nie przebiegała z klasą. Podczas walk o niepodległość Indonezji nie obyło się bez bestialskich pacyfikacji wsi i innych niechlubnych czynów.

Czy ogrody w Batu to odległe echo holenderskiej dominacji?

Czy ogrody w Batu to odległe echo holenderskiej dominacji?

Dziś jednak Indonezyjczycy do Holendrów nic nie mają. Kolonializm się skończył, nikt poza starcami go nie pamięta i sprawę można uznać za niebyłą. Moi uczniowie znają historię, ale mówią, że Holendrzy to wrogowie ich dziadków. Teraz Holandię się nawet lubi. Funduje na przykład stypendia indonezyjskim studentom, a nauka na zachodniej uczelni, to przecież marzenie wielu z nich.

Może dobrym kandydatem do nielubienia są Chińczycy?

Owszem. Za Chińczykami się nie przepada. W Azji to dość powszechne. Wszędzie gdzie się pojawią dość szybko stają się wpływowi. To naród stworzony do prowadzenia biznesu i osiągania sukcesów. Wszędzie mają swoje sklepy, firmy i firemki. Łączy ich jedno – na tle reszty są dość zamożni i się z tym nie kryją. Jeżdżą dobrymi samochodami, organizują wystawne przyjęcia w czasie swoich świąt – słowem – kłują w oczy bogactwem. Poza tym w większości nie są muzułmanami. To nie problem. Ale już ich kuchnia, gdzie je się wszystko łącznie z wywołującymi najwyższy stopień obrzydzenia u muzułmanów świniami i psami, to coś dla rdzennych Indonezyjczyków nie do przyjęcia. Do chińskich restauracji się nie chodzi, bo strach 😉

69

Zdjęcie pochodzi z Kambodży, ale pasowało mi tutaj 😉

W dość mrocznych czasach dyktatury wojskowej zdarzały się tu silne represje mniejszości chińskiej z zabójstwami włącznie, ale dziś tego typu nastroje raczej są przeszłością. To nie Chińczyków się tu nie lubi.

No to może Amerykanie?

Światowe mocarstwo to zawsze dobry kandydat do znienawidzenia, bo każde ma coś za uszami. Amerykanie po pierwsze przyczyniają się do szerzenia nieprawdziwych informacji o islamie. To przez nich wszyscy boją się muzułmanów i Indonezyjczycy mają im to za złe. Zdominowane przez Amerykanów światowe media pokazują muzułmanów tylko w kontekście terroryzmu, „zapominając” przy okazji o jednej z podstawowych przyczyn powstania ISIS, czyli fatalnych, krwawych interwencjach zbrojnych Zachodu na Bliskim Wschodzie. Indonezyjczycy słusznie wskazują, że amerykańskie i europejskie ofiary terroryzmu razem  wzięte, to kropla w morzu. Z powodu zamachów radykałów i wojen rozpętanych przez Stany Zjednoczone giną głównie ich bracia muzułmanie w Iraku, Syrii i Palestynie.

Poza tym na indonezyjskim podwórku Amerykanie też robią swoje, aby znaleźć się w czołówce tego rankingu. Konkretnie stara się o to koncern wydobywczy Freeport-McMoRan w Grasberg – największej kopalni złota i trzeciej pod względem wielkości kopalni miedzi na świecie, znajdującej się na terenie prowincji Papua. Pomijając nawet fatalny wpływ na środowisko naturalne, jest to klasyczny przykład neokolonializmu. Zyski koncernu z wydobycia tych surowców są niewyobrażalne, natomiast udział w tych zyskach Indonezji, a już szczególnie miejscowej ludności jest praktycznie żaden. Temat od czasu do czasu rozpala lokalne media, a Indonezja stara się jak może wykaraskać ze skrajnie niekorzystnego dla siebie kontraktu z koncernem.

Do Amerykanów jednak nienawiści się nie czuje. Amerykańska popkultura jest uwielbiana, Amerykanie przyjeżdżają na wakacje na Bali, zostawiają tu dolary i wszystko jest w porządku. Poza tym ojczym prezydenta Obamy był Indonezyjczykiem, a młody Barack chodził do szkoły podstawowej w Dżakarcie. Podobno do dziś mówi nieźle po indonezyjsku, a jego ulubionym daniem jest satay (nie dziwię się, bo jest pyszny).

A niech Obama mi zazdrości!

A niech Obama mi zazdrości!

Także w blasku popkultury i niezwykle lubianego tu prezydenta blakną amerykańskie „grzeszki”. To nie ten naród jest najbardziej znienawidzony.

Zatem kto?

Odpowiedź jest jasna jak półksiężyc widniejący na ich fladze. Źródłem całego zła na świecie, wszystkich indonezyjskich bolączek, frustracji i niepowodzeń jest oczywiście MALEZJA!!!

Pytanie w tytule powinno brzmieć:

Kogo najbardziej nienawidzisz i dlaczego Malezyjczyków?

Na pierwszy rzut oka powinno być różowo. Malezyjczycy to bracia muzułmanie. Bahasa Indonesia i bahasa Malaysia to praktycznie ten sam język stworzony na bazie dialektu z Archipelagu Riau. Różnice w słownictwie i wymowie są niewielkie i nie utrudniają wzajemnego zrozumienia. Historia jest trochę inna. Sułtanaty malezyjskie podlegały Brytyjczykom, a indonezyjskie Holendrom. Malezja, chociaż mniejsza, zdecydowanie lepiej radzi sobie gospodarczo. Indonezyjki masowo wyjeżdżają pracować tam jako sprzątaczki i pokojówki. Są tam często nie najlepiej traktowane, ale obu stronom się to opłaca, więc poza płomiennymi przemówieniami polityków na ten temat, w społeczeństwie nie budzi to większych emocji. Taka relacja ubogi-bogaty krewny nigdy nie jest łatwa, ale to nie ona jest wspominana jako źródło wzajemnej nienawiści.

Pytam moich uczniów, czy możliwa jest w przyszłości przyjaźń z Malezją, skoro udało się dogadać z Holendrami, którzy zrobili tu więcej złego. Odpowiedź jest jedna: NIGDY! Dlaczego?

  1. Malezja kradnie nasze wyspy! Chodzi o kilka spornych wysepek. Regularne są aresztowania Bogu ducha winnych rybaków z jednej lub drugiej strony, którzy wpłyną na „nieswoje” wody.
  2. Malezja kradnie naszą kulturę! Chodzi o kilka spraw. Pewnego razu w malezyjskim spocie promocyjnym pojawił się balijski taniec przedstawiony jako malezyjskie dziedzictwo kulturowe. Malezyjczycy uznają też za swój dorobek jawajski taniec, a w zasadzie rodzaj tradycyjnego spektaklu – Roeg Ponorogo. „Nie mają własnej kultury, więc sięgają łapskami po naszą!”

DSC01576

Nie byłem nigdy w Malezji, ale jestem w stanie założyć się o wszystko, że zarzuty Malezyjczyków pod adresem Indonezji są identyczne. Muszę przyznać też, że zwłaszcza drugi punkt jest najbardziej rozczulającym powodem do nienawiści z jakim się kiedykolwiek spotkałem 😉

Patrząc na sąsiedzkie animozje w różnych miejscach świata, zastanawiam się, jaki podstawowy warunek trzeba spełnić, aby zostać wrogiem. Dochodzę do wniosku, że… trzeba być blisko i pod ręką. Nienawiść na odległość (podobnie jak miłość) się po prostu nie sprawdza. Indonezja jako kraj wyspiarski graniczy tylko z Malezją, Timorem Wschodnim i Papuą-Nową Gwineą. Dwa ostatnie z różnych względów są kiepskim materiałem na uosobienie zła całego świata, dlatego wybór musiał paść na Malezję 😉

Facebookby feather


Inline
Please enter easy facebook like box shortcode from settings > Easy Fcebook Likebox
Inline
Please enter easy facebook like box shortcode from settings > Easy Fcebook Likebox