logo

Komodo – i smoki też tam były!

Labuan Bajo we wszystkich relacjach, które czytałem, jawi się jako miejsce okropne – brud, smród, wyjące meczety. Jak ktoś się tego naczyta, to gotów jeszcze zrezygnować z pobytu na Flores, a to byłby duży błąd, bo Park Narodowy Komodo to jak dotąd najlepsze miejsce, jakie odwiedziłem w Indonezji.

Exif_JPEG_420

To fakt, że indonezyjskie miasta są paskudne. Na ich tle pozytywnie wyróżnia się trochę Yogya, ale i ona nie jest jakąś klasyczną pięknością. Po prawie pół roku na Jawie w wiecznym tłoku, smrodzie spalin i palonych śmieci, Labuan Bajo zrobiło na mnie umiarkowanie dobre wrażenie – małe portowe backpackerskie miasteczko, gdzie można nieźle zjeść i wyspać się w cywilizowanych warunkach. Można także w niecywilizowanych – pierwszą noc spędziłem w najgorszej norze w mojej podróżniczej karierze. Nie będę się jednak pastwił nad hostelem Cool Corner, bo po pierwsze jest ekstremalnie tani (60000 rupii), a po drugie zorganizowany przez nich rejs na Komodo był rewelacyjny pod każdym względem. Labuan Bajo to także pierwsze miejsce w tym kraju, w którym żadna indonezyjska nastolatka nie poprosiła mnie o wspólne zdjęcie. Bycie celebrytą męczy, więc przejście w rolę anonimowego turysty to miła odmiana.

Przejdźmy jednak do rzeczy – dwudniowy rejs na Komodo i wyspę Rinca (turyści mówią Rinka, ale indonezyjska wymowa to Rincza). Chciałem wybrać się na rejs trzydniowy, ale w kwietniu, czyli jeszcze przed sezonem, nie udało znaleźć się wystarczającej liczby chętnych. Dwa dni mnie wprawdzie usatysfakcjonowały, ale myślę, że przez trzy też bym się nie nudził. Koszt takiej atrakcji z uwzględnieniem wszystkich opłat w parku narodowym to ok. 1200000 rupii (jakieś 90$). Z czystego lenistwa nie porównywałem cen z innymi biurami, ale uważam, że to uczciwa cena za to, co dostałem.

Miałem fajną kameralną ekipę – ja oraz trzy Francuzki w tym jedna polskiego pochodzenia, z którą rozmawiałem po polsku. Dwie pozostałe mówiły po angielsku (wow, moje dotychczasowe doświadczenia z Francuzami są takie, że dogadać się z nimi ciężko). Poza tym były fankami Żołądkowej Gorzkiej, ale niestety nie miały jej przy sobie – nadawaliśmy na tych samych falach nie tylko z tego powodu. Fajna i kontaktowa była też załoga łodzi – kapitan, jego pomocnik i jedenastoletni majtek. Jeśli miałbym się do czegoś doczepić to tego, że jedenastolatek powinien być chyba w tym czasie w szkole, bo nie był to ani weekend, ani wakacje. Tak na marginesie, to rozmawiałem kiedyś z moimi indonezyjskimi znajomymi o obowiązku szkolnym i twierdzili, że takowy w Indonezji jest, a w teorii wygląda podobnie jak w Polsce. Kiedy zapytałem o sankcje w przypadku niewywiązywania się z niego, usłyszałem, że no problem. To niestety typowe dla tego kraju – reguły tak, ale ich przestrzeganie tylko dla chętnych.

DSC03526

Od początku rejsu było ładnie. Mieszkając na Jawie nie czuć, że jest się na największym archipelagu świata. Do morza z wielu miejsc daleko, kuchnia też nie jest do końca wyspiarska. Wokół Flores to co innego – po lewej wyspa, po prawej wyspa, to samo z przodu i z tyłu; wszystkie zielone, bo to jeszcze ostatnie podrygi pory deszczowej. Od razu wchodzi się w miły wakacyjny klimat.

DSC03460DSC03522DSC03771

Pierwszym przystankiem jest Rinca. Jeśli już koniecznie musicie zdecydować się na rejs jednodniowy, co bardzo odradzam, to wybierzcie tę wyspę. Park narodowy i smoki wzięły swoją nazwę od Komodo, bo większa, ale Rinca jest po prostu ładniejsza, bardziej zielona. Łatwiej też spotkać tu warany na wolności (ja widziałem jednego dorosłego i jednego młodego, ok. półmetrowego). Nie musicie martwić się o to, że przejedziecie pół świata w celu zobaczenia smoków z Komodo i nie spotkacie żadnego. Strażnicy parku dokarmiają je w pobliżu swojej kuchni, dlatego zawsze bez względu na porę dnia kręci się ich tam kilka. Niech Was jednak nie zwiedzie ich ospałość. Na krótkich dystansach potrafią biegać szybciej od człowieka, więc zachowanie bezpiecznej odległości i niewykonywanie gwałtownych ruchów jest wskazane. Mają dość obrzydliwy sposób polowania. Atakują ofiarę gryząc ją, a gdy tej uda się wyrwać, pozornie dają jej spokój. Ich ślina jest jednak silnie toksyczna. Zwierzę umiera po kilku dniach lub godzinach (w zależności od wielkości) w wyniku infekcji. Waran znajduje je po zapachu i zjada jego zwłoki.

Nie martwcie się, strażnik zrobi Wam takie zdjęcie, że będzie wyglądało, jakbyście byli tuż za smokiem, nawet jeśli w rzeczywistości będziecie znajdować się w bezpiecznej odległości. Słuchajcie go, a nic się Wam nie stanie. Odradzam kombinowanie i podchodzenie zbyt blisko. Wprawdzie w szpitalu w Labuan Bajo potrafią wyleczyć człowieka po ukąszeniu, ale po co komu takie atrakcje na wakacjach?

DSC03511

Kolejnym przystankiem jest Komodo. Z całego parku narodowego ta wyspa zrobiła na mnie najmniejsze wrażenie, a to za sprawą tutejszego strażnika. Indonezyjczycy są zazwyczaj bardzo mili i przyjaźnie do wszystkich nastawieni, natomiast ten był po prostu gburem. Nie mogę mu odmówić profesjonalizmu, bo pytany odpowiadał rzeczowo, poważnie podchodził też do kwestii bezpieczeństwa w momencie, gdy zbliżaliśmy się do waranów, natomiast sposób komunikacji pozostawiał wiele do życzenia. Tak po ludzku faceta nawet rozumiem. Pracowałem w hotelarstwie i wiem, jak męczący może być kontakt z turystami. Są dni, kiedy marzysz tylko o tym, aby wszyscy się od Ciebie odwalili. On ewidentnie miał taki dzień 😄

Panie strażniku, jeśli jakimś cudem przeczytasz te słowa, to mam dla Ciebie dobrą wiadomość. Otóż istnieją metody na radzenie sobie w takie dni. Jestem na to żywym przykładem – stuprocentowy introwertyk, dla którego sam kontakt z drugim człowiekiem jest wyzwaniem, potrafi dziś w normalny sposób funkcjonować wśród ludzi, dla klientów być bezgranicznie miły i pomocny, a wszystko w momentach, kiedy kompletnie nie ma się na to ochoty. To kwestia odpowiednich technik. Podejmuję się przeszkolenia z nich pracowników Parku Narodowego Komodo w zamian za dożywotni darmowy wstęp na jego teren. 😉

Żeby nie było, że wizytę na wyspie zdominował wyłącznie jeden człowiek, to były tam też smoki:

DSC03504DSC03501DSC03617

… sarenki:

DSC03615

…i kakadu, których jednak nie zdążyłem sfotografować, bo uciekły.

Po wizycie na obu wyspach mam jeszcze jedną refleksję natury praktycznej. Po zejściu na ląd dostajecie się pod opiekę przewodnika. Robi Wam krótką pogadankę na temat miejsca, zasad bezpieczeństwa i proponuje jedną z trzech możliwych tras trekkingu – krótką, średnią i długą. My na obu wyspach zdecydowaliśmy się na średnią, ale to był chyba błąd. Strażnicy są Indonezyjczykami, więc nie nawykli do chodzenia gdziekolwiek pieszo i zdecydowanie zawyżają prognozowany czas trwania wycieczki. O tym, jak źle znoszą piesze wędrówki piszę m. in. TUTAJ przy okazji wejścia na Bromo. Myślę, że każdy Europejczyk jest w stanie spokojnie zmierzyć się z najdłuższą trasą, bo trudno ją nawet nazwać trekkingiem – to raczej trochę dłuższy spacer. Bywa chwilami pod górkę, ale Himalaje to to nie są. Trampki wystarczą, natomiast jeśli macie tylko japonki, to też dacie radę.

Popołudniu łódź zawija do zatoczki obok wyspy nietoperzy. W Indonezji wiele jest takich miejsc i w niektórych możecie obserwować ich prawdziwe chmary. Tutaj nie zakryją Wam całego nieba, ale rekompensują to swoją wielkością – przypominają latające koty. No może trochę przesadzam, ale tylko trochę. 😉

W zatoczce spędziliśmy noc. Jeśli znajdziecie się tu w szczycie sezonu, to dopytajcie, czy dostaniecie własną kabinę. Część łodzi jest niewielka i myślę, że kiedy turystów jest więcej może zdarzyć się sytuacja, że będziecie spać na pokładzie. Nie jest to, broń Boże, powód, aby z rejsu rezygnować. Każdy powinien choć raz w życiu spędzić noc pod gołym niebem. Gdzie, jak nie tutaj? Droga Mleczna, Krzyż Południa, Wielki Wóz wywrócony do góry kołami, ciepło, a o wschodzie takie widoki:

Exif_JPEG_420

Komodo odwiedza się, aby zobaczyć smoki, ale błąd robią ci, którzy na nich poprzestają i stąd uciekają. Park narodowy to także wszystko, co pod wodą. Nurkowie i amatorzy snorkelingu przyjeżdżają tu z całego świata nie przez przypadek. Morska fauna robi niezapomniane wrażenie. Szkoda byłoby to przegapić, a wystarczy wybrać trochę dłuższy rejs niż na Komodo i z powrotem. Miejscowi wiedzą, gdzie jakich zwierząt szukać. Natraficie na stado mant – hop i pływacie wśród tych kilkumetrowych stworów. Chcecie żółwi? Mówicie to kapitanowi, a on zatrzymuje się w pobliżu ich „pastwiska”, wskakuje z Wami do wody i je znajduje. W Labuan Bajo nie spotkałem nikogo, kto nie dostałby tego, czego chciał. Nie mam aparatu podwodnego, ale może to i lepiej. Skupiałem się na tym, co widzę, a nie na trzaskaniu fotek. Pływając tam z maską, mając na wyciągnięcie ręki tę całą egzotykę, bardziej niż aparatu brakowało mi głosu Krystyny Czubówny.

Dawno nigdzie się tak nie zrelaksowałem. Proporcje pomiędzy aktywnym wypoczynkiem w postaci pływania z maską i spacerów po wyspach a beztroskim lenistwem na górnym pokładzie łodzi były idealne. Kameralny charakter rejsu i indywidualne podejście załogi do naszych oczekiwań też bardzo mi się podobały. Jedzenie było świetne, a raczej spodziewałem się przeciętnego. Chętnie bym się do czegoś doczepił, ale niestety nie mam za bardzo do czego, więc nie pozostaje mi nic innego jak gorąco polecić to miejsce.

DSC03541DSC03791DSC03766DSC03713

Po rejsie było jeszcze kilka rewelacyjnych przeżyć na Flores, więc jak to mówią w telewizorze – zostańcie Państwo z nami!

Facebookby feather


  • tomasz

    Szkoła wymysł socjalistów – napełnianie głowy układem rozrodczym żaby, albo kto komu głowę uciął pod Grunwaldem lub Cuszimą, a ten indonezyjski jedenastolatek zdobywa umiejętności, które zapewne, gdy będzie miał lat siedemnaście pozwolą mu być dobrym kapitanem, przełożonym i nauczycielem kolejnych pokoleń żeglarzy 🙂

    • Szkoły to już chyba chwilę przed Marksem istniały, więc nie wiem, czy ich twórców można nazwać socjalistami 😄 A kto mu powie, że powinien z rezerwą podchodzić do Holendrów – byłych oprawców oraz że na jego wyspie na wygnaniu przebywał ojciec jego narodu Soekarno i tu obmyślał ideologiczne fundamenty przyszłej niepodległej Indonezji?

      • tomasz

        Protoplastą socjalizmu był jeden ogólnie znany prorok z Nazaretu nazywany również Nauczycielem też chwilę przed Marksem 😀

  • Haha, Krystyna byłaby pewnie zachwycona takim komentarzem 😉

    Relacja zachęcająca, jak na Indonezję wygląda to wszystko zaskakująco profesjonalnie!

    A może mnie byś tak przeszkolił z bycia miłym dla upierdliwych gości? Bo ja nie umiem się uśmiechać jak mi ktoś dwudziesty raz tego samego dnia czuprynę zawraca 😛

    • Flores pod wieloma względami jest inna niż Indonezja, którą znałem i są to w większości różnice na korzyść Flores. Chyba będzie o tym osobny wpis, bo jest o czym pisać.

      A na szkolenie zapraszam do Łodzi 😄

  • Piękne zdjęcia. Zazdroszczę wyprawy 🙂

  • Wow ,wygląda świetnie! A jak tam jest jeżeli chodzi o warunki do podróży z maluchem rocznym? Wózkiem się da? Czysto w miarę?

    • Z dzieckiem chyba jednak bym nie polecał. Myślę, że z higieną byłby kłopot. Wiele nawet dobrych miejsc noclegowych nie ma ciepłej wody. Jest ona rzadkością. Poza tym wózek odpada. Większość indonezyjskich miast nie ma chodników lub bardzo wąskie i zastawione motorami. Pieszy ma ciężki los, a pieszy z wózkiem pewnie podwójnie. Ale jak dziecko podrośnie to polecam jak najbardziej. W całej Indonezji jest mnóstwo pięknych plaż i w ogóle atrakcji przyrodniczych, a te dzieci uwielbiają,

Inline
Please enter easy facebook like box shortcode from settings > Easy Fcebook Likebox
Inline
Please enter easy facebook like box shortcode from settings > Easy Fcebook Likebox