logo

Palcem po mapie, czyli moje marzenia podróżnicze

Lubię spontaniczność w podróży, także jeśli chodzi o wybór miejsc, do których jeżdżę. Nie planuję szczegółowo wyjazdów na kilka lat do przodu, chociaż wiem, że tak można i może nawet jest to niezły pomysł. Nie oznacza to jednak, że nie mam gdzieś z tyłu głowy swoich podróżniczych marzeń. Jedne są bardziej skonkretyzowane, inne mniej, pozycjami w moim rankingu się zamieniają, wypadają z listy, powracają na nią, ulegają modyfikacjom. Niektóre marzenia się ziściły, inne czekają, ale doszedłem do wniosku, że ważnym krokiem ku spełnieniu będzie ich wyartykułowanie, co niniejszym czynię.

Marzenia europejskie

1. Polska wschodnia. Jak tak podchodzę do mapy z linijką to wychodzi mi niezbicie, że najdalej na wschód wysuniętym krańcem Polski, który dotknąłem stopą jest Otwock. Oznacza to, że z miejsc, które bezapelacyjnie muszę i chcę zobaczyć, na terenie naszego kraju pozostają mi przynajmniej: Wielkie Jeziora Mazurskie, tatarskie meczety, Białystok, Puszcza Białowieska, rzeki Biebrza i Narew, Lublin, Kazimierz Dolny, Sandomierz, Roztocze, które chętnie obejrzałabym z siodełka rowerowego, Rzeszów i wreszcie Bieszczady plus pozostałości po wsiach łemkowskich. Kurczę, dużo tego, trzeba się brać do roboty.

2. Ukraina. Marzy mi się podróż przez kraj pociągiem na trasie Lwów-Kijów-Odessa z licznymi skokami w bok po drodze. Jako byłemu studentowi polonistyki na wyobraźnię działa Krym za sprawą sonetów – mam nadzieję, że za mojego życia nastaną czasy, kiedy wyjazd tam będzie po prostu wyjazdem, a nie deklaracją polityczną.

3. Mołdawia. Podobno najrzadziej odwiedzany kraj w Europie, nikogo nie interesuje, prawie nikt tam nie jeździ, a przecież to kraj winiarski. Miejsce, gdzie produkują wino, musi być fajne. Jest w tym paradoksie coś pociągającego.

4. Laponia. Nie mogę się zdecydować na konkretny kraj, najlepiej aby za jednym zamachem była to Norwegia, Szwecja i Finlandia. Ważne, żeby były renifery, puste przestrzenie i słońce w środku nocy.

5. Islandia. Ma wulkany, więc z doświadczenia wiem, że musi być ciekawa krajobrazowo. Idealnie byłoby zobaczyć maskonury.

6. Portugalia. Najbardziej chyba północna – dolina Duero i Porto ze względu na wina, ale też Lizbona. Opanowanie portugalskiego to moje marzenie lingwistyczne – wiele podejść, wciąż niezadowalające efekty – stosowny bilet lotniczy w kieszeni byłby na pewno dodatkowym bodźcem do wzięcia się do roboty.

7. Andaluzja. W Hiszpanii byłem trzykrotnie i za każdym razem było super. Uwielbiam ją zwłaszcza za język i kulturę – głównie tę codzienną przez małe „k”. Zastanawiałem się, kiedy mój poziom hiszpańskiego będzie dla mnie satysfakcjonujący i odpowiedziałem sobie, że wtedy, kiedy będę mógł poprowadzić swobodną rozmowę z mówiącym z lokalnym akcentem Andaluzyjczykiem i zrozumiem chociaż ze 3/4 z tego, co mówi. Muszę wreszcie zawitać do tej Andaluzji, pojechać na jakąś wieś i przejść ten test. 😉

8. Estonia. Dwa razy w życiu (100 lat temu) miałem na nogach narty biegowe i było super. Estonia jest małym, płaskim krajem, gdzie zimą pada śnieg, a w lasach poza darmowym wi-fi jest wspaniała sieć drewnianych chatek, do których każdy może wejść, zrobić sobie herbatę lub przenocować za darmo. Nie wiem, czy te chatki są też czynne zimą, nie wiem, czy mają tam wypożyczalnie nart, ale moim marzeniem jest właśnie to sprawdzić.

Marzenia azjatyckie

1. Kambodża. Od niej moje podróże po świecie się zaczęły (kliknij tutaj). Marzenie o Angkorze się spełniło, ale do Kambodży muszę wrócić – odwiedzić stare śmieci w Phnom Penh, poszwendać się po dalekich północno-wschodnich prowincjach i dotrzeć do spornej świątyni Preah Vihear na tajsko-khmerskiej granicy.

2. Indonezja. Tu otwiera się lista marzeń spełnionych – kolorowe jeziora na Kelimutu, warany z Komodo, zajrzenie do wnętrza wulkanu, czy wreszcie przekonanie się w muzułmańskiej szkole wyznaniowej jak to jest naprawdę z tym islamem. Zaraz za tą listą rozwija się jednak jeszcze dłuższa marzeń niespełnionych: zobaczenie orangutanów na wolności, jeziora Toba na Sumatrze, rafy wokół Raja Ampat, jeszcze więcej rafy gdzieś u wybrzeży Sulawesi lub/i Borneo, wybranie się na jakąś wyspę typu Sumba czy Madura i przekonanie się, dlaczego nikt tam nie jeździ… i wiele, wiele innych.

3. Chiny. Ludzie mówią, że Chiny są nieznośne, zanieczyszczone, tłoczne, Chińczycy to gbury, jest ich mnóstwo, pchają się w metrze, plują na ulicach i siorbią przy jedzeniu, a po starożytnej kulturze przejechał walec komunizmu, a następnie dzikiego kapitalizmu. I co z tego, skoro o Chinach marzę i po prostu wiem na 100%, że byłbym nimi zachwycony? Nawet jeśli rzeczywiście jest tam tak beznadziejnie, to po prostu siedziałbym i jadł coraz to dziwniejsze potrawy i byłbym w niebie. A gdzie konkretnie? Najchętniej w Junnanie lub gdzieś wśród Ujgurów.

4. Nepal. Poszedłbym na jakiś trekking w Himalaje, może być pod Everest, ale niekoniecznie – ważne, żeby zobaczyć jaka, ośnieżone szczyty i niebo podobno przejrzyste jak nigdzie indziej. Musiałyby być też chorągiewki i młynki modlitewne. Jest też region, który się nazywa Mustang (taki Tybet, tyle że w Nepalu) – dla samej nazwy bym pojechał, chociaż w zasadzie to się tak nie do końca nazywa, ale to już dłuższa historia…

5. Kirgistan. Każdy Kirgiz podobno umie jeździć konno. To świetnie, bo mógłby mnie nauczyć! Mógłby mnie też przenocować w jurcie, abym chwilę po przebudzeniu, patrząc w górę, mógł na żywo zobaczyć skąd wziął się motyw na kirgiskiej fladze.

6. Mongolia. W zasadzie robiłbym to samo, co w Kirgistanie, czyli jeździł po pustkowiach, nocował w jurtach i pytał Mongołów, czy nie zazdroszczą Kirgizom tego super pomysłu z motywem na fladze (jeśli jeszcze nie wpisałeś/aś frazy „flaga Kirgistanu” w google, to kliknij tutaj).

7. Uzbekistan. Sprawdziłbym, ile zostało z klimatu jedwabnego szlaku. Nawet jeśli niewiele, to nie szkodzi – ważne, że jest tam Samarkanda. Jest kilka nazw geograficznych, których samo brzmienie z jakiegoś niewyjaśnionego powodu mnie elektryzuje i Samarkanda tę listę otwiera.

8. Bajkał. Kiedyś napisałbym, że przejechałbym Rosję koleją transsyberyjską, ale mi przeszło. Myślę, że nudziłoby mi się w tym pociągu. Bajkał jednak na liście marzeń pozostaje.

9. Iran. Wszyscy, którzy byli, mówią, że jest genialny. Ja widziałam kilka irańskich filmów i po klimacie wnoszę, że rzeczywiście jest w tej kulturze coś niezwykłego i pociągającego. Uwielbiam też kraje, gdzie normą jest jedzenie posiłków na podłodze, co ostatecznie przesądza kwestię, czy warto się wybrać do Iranu, czy nie. 😉

10. Syria. Pamiętam, jak jeszcze przed wojną (dokładnie na portalu www.koniecswiata.net) czytałem, jaki to fajny kraj, jaką ma niesamowitą kulturę i jakim jest wspaniałym miejscem do odwiedzenia na Bliskim Wschodzie. Nie zdążyłem się o tym przekonać, tamtej Syrii już nie ma. Nie mam nadziei, że ta, która będzie, będzie taka sama, bo to pewnie niemożliwe. Mam jednak nadzieję, że znów będzie można tam po prostu pojechać na urlop, czego sobie, a zwłaszcza Syryjczykom życzę.

11. Gruzja, Armenia, Azerbejdżan. Jeśli to czyta jakiś obywatel któregoś z tych krajów, to pewnie właśnie przeklina moje imię, rzuca komputerem lub w najlepszym razie wciska krzyżyk w prawym górnym rogu. Wiem, że protesty wzbudziłoby już samo zaklasyfikowanie ich do Azji, wiem, że Gruzini, Ormianie i Azerowie się nienawidzą, ale właśnie taki zestaw mi się marzy – Zakaukazie w pełnym przekroju.

12. Birma lub jak kto woli Mjanma. Przez lata jeżdżenie tam było moralnie dwuznaczne ze względu na zbrodniczą juntę wojskową. Chwilę było lepiej, a dziś mamy znów czystki wśród muzułmańskich Rohingyów dokonywane rękami buddystów. Nie wiem, czy jeżdżenie tam jest właściwe, ale marzenie pozostaje marzeniem. Poza tym lubię i muzułmanów, i buddystów ze szczególnym naciskiem na mnichów buddyjskich, których stroje nieustająco mnie zachwycają.

13. Izrael. Kolebka naszej cywilizacji, miejsce styku kultur, a z drugiej strony wciąż tykająca bomba. Musi być ciekawie.

14. Turcja. Miałem już łącznie dwie długie przesiadki w Stambule, ale nie na tyle długie, aby wyjść z lotniska. Żałuję tego bardzo, bo wydaje mi się fascynującym miastem. Po nasyceniu się tym wielkomiejskim europejsko-azjatyckim klimatem, pojechałbym na wschód, aby dla odmiany nasycić się klimatem prowincjonalnym.

Marzenia afrykańskie

1. Etiopia. Unikalna mozaika kultur, zabytki, ludzie niespotykanej urody, ogromne przestrzenie i różnorodny krajobraz. W Afryce jeszcze nie byłem. Często spotykam się z opiniami, że nic tam nie ma, ale Etiopia wydaje się być zaprzeczeniem tej tezy – jest tam wszystko. No i stąd pochodzi kawa.

2. Maroko. Jak już będę w tej Andaluzji, o której pisałem powyżej, to zahaczę też o Maroko. W końcu to rzut beretem. Pochodzę po suku, dam się orżnąć jakiemuś sprzedawcy, a potem pojadę na prowincję i postaram się sprawdzić, czym się różnią Arabowie od Berberów.

3. Mauretania. To tak jak z tą Samarkandą. Czyż Mauretania nie brzmi fascynująco?

4. Mali. Konkretnie Timbuktu (patrz: Samarkanda i Mauretania). Poza tym nie widziałem chyba wizualnie piękniejszego filmu niż właśnie Timbuktu.

5. Tanzania. Najlepiej byłoby wspiąć się na Kilimandżaro, chociaż w ostateczności wystarczyłoby mi je zobaczyć z daleka. Ze zwierząt najbardziej chciałbym zobaczyć lwy, słonie, żyrafy i zebry, ale hipopotamem, nosorożcem, ani antylopą gnu też nie pogardzę. Na koniec powłóczyłbym się po targach Zanzibaru.

6. Mozambik. W Mozambiku językiem urzędowym jest portugalski (patrz: Portugalia), ma fajną nazwę (patrz: Samarkanda, Mauretania, Timbuktu), ma długą linię brzegową, więc na pewno są tam jakieś plaże, poza tym łączy kolonialny urok z socjalistyczną brzydotą. Nie jest popularnym kierunkiem, a jeżdżenie w takie miejsca samo w sobie zapewnia niezapomniane przeżycia.

7. Madagaskar. Żyją tam lemury, rosną baobaby i jest czerwona ziemia. Te trzy powody wystarczą, ale dodam jeszcze Malgaszów i ich niezwykły rodowód.

8. Wyspy Zielonego Przylądka. Mówi się tam językiem zbliżonym do portugalskiego (patrz: Portugalia i Mozambik), mają fantastyczną muzykę (patrz: Cesaria Evora). Najchętniej przesiadywałbym w jakichś knajpach z muzyką na żywo i próbował się dogadać z miejscowymi, wzbijając się na szczyty swoich lingwistycznych możliwości.

Marzenia amerykańskie

1. Meksyk. Tequili nie lubię, ale myślę, że w Meksyku to co innego. 😉 W Gwatemali bardzo mi się podobało, uważam wyjazd do niej za jedną z lepszych podróżniczych decyzji w życiu. Meksyk bliski kulturowo też by mnie na pewno zachwycił. Kontynuowałbym spełnianie marzeń o podziwianiu prekolumbijskich budowli – po Majach przyszedłby czas na Azteków.

2. Peru. To jedno z marzeń niezmiennie na liście odkąd pamiętam. Koniecznie Cuzco i kilkudniowy trekking w Andach z finiszem w Machu Picchu. Lamy nie pozostają oczywiście bez znaczenia.

3. Boliwia. W Boliwii gapiłbym się po prostu na Indian. Chodziłbym po La Paz z zadyszką związaną z wysokością nad poziomem morza i zamiast tlenu chłonął lokalny koloryt. A jakby mi się znudziło, to pojechałbym na Salar de Uyuni i chłonął biały krajobraz solnego płaskowyżu.

4. Argentyna. W Buenos szukałbym śladów po moim ulubionym Gombrowiczu, pił argentyńskie wino i jadł steki, a następnie pojechał do Patagonii sprawdzić, czy rzeczywiście tak tam wieje.

Marzenia australijskie i oceaniczne

1. Australia. Chciałbym zobaczyć Sydney, Uluru, Wielką Rafę Koralową, koale i kangury. Czytałem kiedyś fascynującą książkę o Aborygenach i dowiedziałem się o ich sztuce, której biały człowiek nie zrozumie. Próbowałbym.

2. Nowa Zelandia. W zasadzie nie ma konkretnego miejsca, które chciałbym zobaczyć. Po prostu jechałbym z północy na południe lub odwrotnie i podziwiał krajobrazy. Musiałbym jechać czymś prowadzonym nie przeze mnie, bo piłbym w międzyczasie dużo nowozelandzkiego wina.

3. Wyspa Wielkanocna. Tajemnicze posągi, nie wiadomo przez kogo postawione, jak i po co, w dodatku na odległej wyspie na Pacyfiku – brzmi jak wzorcowy opis marzenia podróżniczego.

4. Galapagos. Stanąłbym koło takiego olbrzymiego, pamiętającego XIX wiek żółwia, spojrzał mu w oczy i zapytał, czy rzeczywiście kiedyś było lepiej. 😉

Mam plan, aby każdego roku spełnić chociaż jedno z powyższych marzeń, co daje mi zajęcie na 38 lat. Za tyle czasu będę już dość leciwy, co każe mi rozważyć, czy nie powinienem podejść do kwestii ambitniej. No bo co z marzeniami, które urodzą mi się jeszcze po drodze?

Znasz któreś z powyższych miejsc? Podziel się ze mną wrażeniami!

Facebookby feather


Inline
Please enter easy facebook like box shortcode from settings > Easy Fcebook Likebox
Inline
Please enter easy facebook like box shortcode from settings > Easy Fcebook Likebox