logo

PLAŻING I SMAŻING

Tęsknicie za słońcem? Spieszę z pomocą!

Nie jestem typem plażowicza, ale muszę przyznać, że tym razem plaży mi było trzeba. Początek mojego pobytu w Indonezji był dość intensywny – adaptacja w nowym miejscu, pierwsze zajęcia ze studentami, synchronizowanie grafików w 3 różnych miejscach pracy, wreszcie tworzenie bloga i uczenie się od zera, co to takiego te wszystkie pluginy i inne widgety (nadal wiele nauki przede mną). Nadeszła upragniona wolna niedziela i postanowiłem się wybrać nad pobliskie morze.

Po pierwsze muszę wyjaśnić, co to znaczy pobliskie. W warunkach indonezyjskiego ruchu ulicznego, zważając na stan dróg, które w dodatku przechodzą liczne remonty, biorąc pod uwagę, że trzeba przejechać przez niewielki łańcuch górski oraz że jest niedziela i pomysł spędzenia czasu na plaży nie jest tylko twój, to pobliskie znaczy grubo ponad 2 godziny na motorze w jedną stronę 😉 Ale warto było.

Na początek pojechaliśmy (ja i mój kolega nauczyciel) na plażę Gua Cina – popularne miejsce wypoczynku mieszkańców całego dystryktu Malang. Było dość tłoczno, ale przyjemnie. Pływanie nie wchodzi tam raczej w grę, ponieważ fale są wysokie, a skały niebezpieczne, ale pomoczyć się przy brzegu jak najbardziej można. Skały są niebezpieczne, ale z drugiej strony bardzo malownicze.

DSC01179DSC01127DSC01122

Mój towarzysz podróży był na tej plaży milion razy, więc siedział sobie w restauracyjce i pił mleko kokosowe, a ja poszedłem na spacer do końca plaży i z powrotem. Oczywiście nie obyło się bez sakramentalnego MISTER! PHOTO PLEASE! co 5 minut, ale już do tego przywykłem. Rozmawiałem z wieloma ludźmi szkoląc przy okazji swój bardzo, bardzo podstawowy indonezyjski, więc przynajmniej pod tym względem coś z tego pozowania miałem. Ciekawe z naszej perspektywy są stroje plażowe Indonezyjczyków, ale myślę, że ubiorom, nie tylko na plaży, poświęcę oddzielny wpis, bo temat chust, hidżabów, sarongów i innych budzi wielkie emocje i warto zająć się nim szerzej. Tutaj tylko próbka:

DSC01124DSC01178

Jak pisałem w poprzednim wpisie, uczę się pozowania do zdjęć z takim sobie skutkiem. Po pierwsze, nie wiem, o co tu chodzi z tym znakiem V na każdym zdjęciu:

DSC01142

Po drugie, pozowanie bywa niebezpieczne. Chcesz mieć fajne zdjęcie na kamieniu, a tu nagle zmywa Cię z niego fala:

DSC01174

Po trzecie, jak uporać się z sarongiem przy silnym wietrze?

DSC01232

Ciekawostką pobytu na Gua Cina była dla mnie malutka grupka turystów z Afganistanu i Iranu. Chyba pierwszy raz w życiu spotkałem podróżników z tych krajów, zwłaszcza z Afganistanu. Nie mieli bród, kałasznikowów, byli młodzi, sympatyczni i mówili nieźle po angielsku. Okazuje się jednak, że stereotypy na temat ich krajów są podobne do naszych także w muzułmańskiej Indonezji. Kiedy opowiedziałem o tym spotkaniu moim studentom następnego dnia, odpowiedzieli trochę żartem, ale trochę też na serio, że na pewno przyjechali do Indonezji szykować zamach.

Po spotkaniu z domniemanymi przyszłymi zamachowcami zmieniliśmy miejsce na Pulau Sempu (pulau to po indonezyjsku po prostu wyspa). Płynie się do niej ok. 15 minut z osady rybackiej Sendang Biru. Trzeba uzyskać na to pozwolenie urzędnika, który ostrzega przed ewentualnymi niebezpieczeństwami na morzu, związanymi z poziomem wody, przypływami, odpływami i pogodą. Jego zgoda kosztuje łapówkę w wysokości 10000 rupii, wynajęcie łódki, która poczeka na nas, kiedy będziemy wracać to 130000 rupii, przewodnik to kolejne 100000. Ceny są takie same bez względu na ilość osób w grupie.DSC01182DSC01256

Przewodnik jest niezbędny, ponieważ zanim na wyspie dojdzie się do docelowego miejsca, czeka nas godzinny spacer przez dżunglę, w której wprawdzie jest wytyczona ścieżka, ale myślę, że dość łatwo się zgubić.DSC01199

A przez tę dżunglę idzie się, aby zobaczyć to:

DSC01203DSC01247

Małe jeziorko, do którego przez dziurę w skałach przy każdej większej fali wlewa się słona morska woda. Nad jeziorem już tylko relaks w ciszy i spokoju. Woda jest płytka, ale można pływać, piasek jest drobny i gorący, tutejsze małpy są dość płochliwe, więc nie przeszkadzają w wypoczynku, turystów mało, bo mało komu chce się iść przez las godzinę w jedną stronę. Pozostaje tylko relaks pod drzewkiem. Być może pod takim drzewem Buddę oświeciło… Mnie nie oświeciło, ale i tak było warto.DSC01235DSC01242DSC01240

Jak już się Wam znudzi byczenie, możecie wspiąć się na klif i poobserwować otwarte morze, a w zasadzie Ocean Indyjski. Dalej jest już tylko Australia… Jak będziecie mieli trochę szczęścia, może uda się Wam zobaczyć delfiny. Radocha jest z tego wielka, chociaż zrobienie im ładnego zdjęcia przewyższa moje możliwości.DSC01217DSC01226

Więcej zdjęć możecie zobaczyć w Galerii. Jeśli chcecie zmotywować mnie do tworzenia kolejnych wpisów lajkujcie i udostępniajcie. Dzięki temu wiem, że ktoś moje wypociny czyta.

Facebookby feather


Inline
Please enter easy facebook like box shortcode from settings > Easy Fcebook Likebox
Inline
Please enter easy facebook like box shortcode from settings > Easy Fcebook Likebox