logo

Jak TO się robi w Indonezji?

Są rzeczy, o których się nie mówi, mimo że każdego interesują. Dziś napiszę coś na TEN temat.

Na początek zmartwię wszystkich, którzy liczyli na wpis o seksie. Będzie o czymś innym, ale równie ważnym, jeśli nie ważniejszym, a mianowicie o toaletach. Skąd ten temat? Otóż dziś obchodzimy Światowy Dzień Toalet. Dowiedziałem się o tym z fanpejdżu Polskiej Akcji Humanitarnej, który swoją drogą gorąco polecam wszystkim ciekawym świata, także tego niewyglądającego jak z folderu biura podróży.

Według danych PAH aż jedna trzecia ludzkości nie ma dostępu do toalety, a jedna dziesiąta do zdatnej do picia wody. Problem narasta, bo w związku ze zmianami klimatycznymi wiele regionów świata pustynnieje, a zjawisko suszy jest coraz powszechniejsze. Dlaczego piszę o tym w kontekście Indonezji, przez której terytorium przebiega równik i gdzie przez większą część roku pada codziennie?

DSC01298

Okazuje się, że to, że gdzieś dużo pada, wcale nie musi oznaczać, że dostęp do wody jest tam prosty. Deszcz to nie wszystko, chociaż w tym roku na Jawie i z deszczem jest problem, bo pora sucha się przedłuża. Deszczówka spływa do rzek, które są skrajnie zanieczyszczone i w tym samym momencie woda przestaje się do czegokolwiek nadawać i wymaga uzdatniania. Dlaczego Jawajczycy nie dbają o swoje rzeki? To nie takie proste. Przypomnijcie sobie, ile problemów z gospodarką odpadami mamy w Polsce. Wyobraźcie sobie teraz, że na znacznie mniejszym terytorium mieszka 130 milionów ludzi, infrastruktura wodno-kanalizacyjna jest kiepska i dodatkowo rozwija się trujący wodę przemysł. To rzeczywistość najgęściej zaludnionej wyspy świata, czyli Jawy.

Jak zatem ma sobie z TYM poradzić zwykły Indonezyjczyk lub zwykły czasowo przebywający tu Europejczyk jak ja? Codziennie trzeba się przecież umyć, kilka razy dziennie skorzystać z toalety no i przede wszystkim pić, bo w temperaturze 30 stopni o odwodnienie nietrudno.

Zacznijmy od mycia. Na prysznic na prowincji, gdzie mieszkam, mało kto może sobie pozwolić, a nawet jak może, to woda z kranu nie leci przez całą dobę, tylko o bliżej niesprecyzowanych porach. Po prostu jak jej się zachce. Rozwiązaniem jest czerpanie wody na zapas, kiedy akurat jest, zbieranie jej w jakichś zbiornikach i korzystanie z niej później. W każdej łazience jest coś w rodzaju małego basenu, w którym taką wodę się magazynuje. Podgrzewanie wody to fanaberia, na którą stać nielicznych. Myjemy się w zimnej wodzie, chociaż uspokajam, że nie jest ona tak lodowata jak w polskich kranach. Jest raczej przyjemnie chłodna, co w tym klimacie jest atutem. Z jednego „basenu” korzystają wszyscy, dlatego nie wchodzimy do niego, aby go nie zanieczyścić. Czerpiemy wodę przy użyciu specjalnie do tego przeznaczonej miski z uchwytem i polewamy nią ciało. W podłodze jest odpływ, jak w wannie, więc woda z mydłem ma gdzie spłynąć. Koniec.

DSC01289

Na początku ciężko się przełamać, ale później już jakoś leci. Zwłaszcza jeśli niedociągnięcia estetyczne rekompensuje widok z okna łazienki w postaci góry Kawi (dziś rano we mgle).

DSC01290

Gorzej jest się przyzwyczaić do toalety. Każdy, kto był w Azji Południowo-Wschodniej widział coś takiego:

DSC01292

I jak się za TO zabrać? A no normalnie. Załatwianie potrzeb fizjologicznych na siedząco to europejski wymysł może ostatnich 100 lat. Pozycją naturalną dla tej czynności jest kucanie i Azjaci się tego trzymają. Kucamy nad muszlą i załatwiamy, co mamy do załatwienia. Problem pojawia się po. Rozglądamy się bowiem dookoła i brakuje nam papieru toaletowego. Nie dlatego, że ktoś zapomniał wymienić rolkę. Po prostu nigdy go tu nie było. U Azjatów najwyższy stopień obrzydzenia wywołuje myśl o podcieraniu się papierem po wyżej opisanej czynności. Do utrzymania czystości służy woda, a nie papier, którym można co najwyżej brud rozmazać po okolicach. To jest ich punkt widzenia i w zasadzie, jak to sobie przemyśleć, to mają rację. No ale przecież nie ma tu bidetu. Ba, nie ma tu nawet spłuczki. Z pomocą przychodzi nam jednak poznana wcześniej miska z uchwytem. Czerpiemy nią wodę ze zbiornika obok i podmywamy się ręką. Trudno to sobie wyobrazić, ale zapewniam Was, że da się to zrobić bez pobrudzenia dłoni. To chyba coś na kształt pamięci przodków. Zabierasz się za to, chociaż nikt Cię tego nie uczył i idzie samo. Nikt nie uczył Cię też oddychać ani połykać jedzenia, a jakoś sobie radzisz. Z TĄ czynnością jest chyba podobnie 🙂

Warunki, w których mieszkam, mocno odbiegają od zachodnich standardów, ale jestem z tych szybko się adaptujących, więc nie narzekam. Traktuję to jako część przygody. Nie chcę też nikogo zniechęcić do przyjechania tu. W miejscach przeznaczonych dla turystów mają tu zachodnie toalety. Poza tym, mimo olbrzymiego problemu zanieczyszczenia wód, nadal można tu znaleźć miejsca takie jak na zdjęciach poniżej. Naturalne kąpieliska pośród bajecznie zielonych pól ryżowych z krystalicznie czystą wodą. Ci, którzy nie mają łazienki, korzystają z takich miejsc jak z publicznych łaźni. Na szczęście jest ich (takich miejsc) wciąż sporo, a i pogoda zachęca do kąpieli w plenerze.

DSC01263DSC01265DSC01268

A co z piciem? Woda z kranu, nawet jeśli kran mamy, nie nadaje się do spożycia. Musimy zaopatrywać się w nią u sprzedawców dystrybuujących duże plastikowe baniaki. Na naszym patio zawsze stoi słoik na drobniaki, które przeznaczamy na wodę pitną. Jest to dość tanie, niemniej dość uciążliwe.

DSC01015

Wracając do Światowego Dnia Toalet, pamiętajmy, że należymy do uprzywilejowanej mniejszości, która ma ciepłą, czystą wodę w kranie na każde zawołanie i toaletę ze spłuczką. Zanim nazwiemy kogoś brudasem, zastanówmy się, kim my byśmy byli bez pachnącej łazienki w każdym domu.

Facebookby feather


Inline
Please enter easy facebook like box shortcode from settings > Easy Fcebook Likebox
Inline
Please enter easy facebook like box shortcode from settings > Easy Fcebook Likebox