logo

Święta bez choinki, za to z dzieciątkiem

Boże Narodzenie w tym roku było dla mnie wyjątkowe. Pierwszy raz spędziłem je poza Polską, w dodatku w kraju, w którym mimo iż 25. grudnia jest dniem wolnym od pracy, praktycznie się go nie obchodzi.

Można powiedzieć, że Bożego Narodzenia nie lubię. Po pierwsze zima zawsze wpędza mnie w depresję. Wszyscy chcą białych Świąt, a mnie na myśl o śniegu wszystkiego się odechciewa. Po drugie pompowana od połowy listopada atmosfera choinkowo-czerwonoczapeczkowa męczy mnie jak nic innego. Czekam zawsze na kolację wigilijną, dlatego że lubię wigilijne potrawy – zwłaszcza opłatek mógłbym jeść kilogramami i popijać na przemian barszczykiem i kompotem z suszu, ale cała reszta bożonarodzeniowego anturażu mogłaby dla mnie nie istnieć.

Kto by pomyślał, że takiego gruboskórnego bezuczuciowca jak ja, może dopaść grudniowa tęsknota za ojczyzną 😉 Okazuje się, że może, chociaż na szczęście miałem wokół siebie ludzi, którzy pozwolili mi miło spędzić ten czas i nie myśleć ciągle o tym, że gdzieś daleko jedzone są właśnie pierogi i śpiewane kolędy.

Ostatni okres przed Świętami był dla mnie czasem ciężkiej pracy, bo gościliśmy u siebie pokaźną grupę nastolatków, którym poza nauczaniem angielskiego trzeba było zapewnić rozrywkę. Przekonałem się, że wychowawca kolonijny to ciężka praca 😉

Po ich wyjeździe 23. grudnia zostałem zaproszony przez dwóch znajomych braci do ich rodzinnego domu na wsi na południu okręgu Malang. W tym roku w naszą Wigilię przypadało również muzułmańskie ruchome święto Maulid Nabi Muhammad (urodziny proroka Mahometa). W islamskim kalendarzu nie jest to święto najwyższej rangi, niemniej jednak ma się wtedy wolne, co razem z Bożym Narodzeniem i następującymi po nim sobotą i niedzielą dało czterodniowy długi weekend.

DSC02128

Dicky i Fauzi na co dzień mieszkają ze mną w jednym domu w Bululawang. Obaj jeszcze studiują, ale jednocześnie uczą też dzieci angielskiego. Pamiętacie, jak pisałem o indonezyjskich poliglotach? Bracia w domu rozmawiają po madursku, ze znajomymi po jawajsku, w szkole po indonezyjsku, a ze mną po angielsku. Czytają też po arabsku, ale rozumieją niewiele, za to ich mama kilka lat pracowała w Arabii Saudyjskiej, więc po arabsku też mówi.

Ich dom położony w górskiej wiosce nieopodal południowego wybrzeża Jawy jest skromny, ale nie biedny. Jestem tu przyjęty po królewsku. Moje protesty na nic się zdają – sam zajmuję cały pokój braci, podczas gdy oni śpią na podłodze w „stołowym”. Jest  dzień przed Wigilią. Kiedy mówię im, że następnego dnia poszczę, wmuszają we mnie podczas kolacji tonę jedzenia. Muzułmanie dobrze wiedzą, co to post i wiedzą, że dzień przed trzeba się po prostu porządnie najeść 🙂

W Wigilię rano jedziemy na plażę Bajul Mati. Oczywiście po drodze odwiedzamy niezliczone ciotki, wujków i kuzynów. Dobrze, że mam wymówkę w postaci postu, bo mógłbym nie przeżyć tych wszystkich poczęstunków. Wszyscy rozumieją tu ideę poszczenia przed wielkim świętem, chociaż patrzą na mnie z pobłażaniem. Mój post to dla nich nie post. Oni w czasie ramadanu nic nie jedzą, ani nie piją (nawet wody) od świtu do zmierzchu przez cały miesiąc.

W końcu docieramy na plażę. Pewnie korzystnie marketingowo byłoby, gdybym napisał, że spędziłem cudowną Wigilię na białym piasku pod palmami, ale niestety tak nie było. Plaża jest ładna, ale tylko z daleka. Pech polega na tym, że prądy tak się układają, że morze akurat tutaj wyrzuca codziennie sterty śmieci. Jeśli więc kiedykolwiek wrzuciliście coś do morza, to wiedzcie, że dokądś to popłynęło i leży teraz na jakiejś plaży. Być może na Bajul Mati…


DSC02133DSC02136DSC02149

Wracając z plaży górską, wyboistą drogą znowu zahaczamy o kilku krewnych i znajomych. Znowu jest dużo jedzenia. Mnie pozostaje tylko kawa – tego dnia wypijam sześć.

Po powrocie do domu zasiadamy do kolacji. To znaczy ja zasiadam. Indonezyjczycy są bardzo gościnni, ale ich gościnność jest trochę inna niż nasza.  Nie celebruje się tak wspólnych posiłków. Gość często dostaje jeść pierwszy, a gospodarze tylko mu usługują, sami nie jedząc. Trochę to krępujące, ale to ja jestem u nich, nie oni u mnie, więc muszę respektować ich zasady. Proszę ich, żeby zjedli ze mną, bo w mojej kulturze samotne jedzenie kolacji 24. grudnia jest nie do przyjęcia. Zostaje więc wydelegowany jeden z braci, który mi towarzyszy, a reszta rodziny je sama w kuchni. Taka wygląda moja wieczerza wigilijna 😉

DSC02170

W pierwszy (i jedyny w Indonezji) dzień Świąt dostaję obfite śniadanie i wyruszamy w drogę powrotną do Bululawang. Jazda na motorze w górach po drogach z dziurami jak leje po bombie to niezapomniane przeżycie. Szczęśliwie jednak docieramy do celu, chociaż tyłek boli mnie do dziś 😉 W Bululawang następuje przekazanie mnie kolejnemu znajomemu. Noc z 25. na 26. grudnia spędzam u niego. Niedawno urodził mu się pierworodny syn. Od dnia po porodzie przekonywał mnie, że koniecznie muszę go zobaczyć, więc w końcu, korzystając z długiego weekendu, udaję się na oględziny nowo narodzonego.

Taufiq jest głęboko wierzącym muzułmaninem, ale jednocześnie bardzo ciekawym chrześcijaństwa. Wieczór upływa mi więc na dysputach teologicznych. Już wcześniej w pracy przyzwyczaił mnie do swojej erudycji. Dobrze zna arabski (jeden z pięciu jego języków), więc Koran czyta ze zrozumieniem w oryginale. Rozmawiając z nim czuję się jak na klasówce z religii i muszę się wspinać na wyżyny mojej wiedzy teologicznej, bo proste odpowiedzi go nie satysfakcjonują.

Informacja dla niewtajemniczonych: muzułmanie uznają Jezusa za jednego z najważniejszych proroków. Maria jest jedyną kobietą w Koranie wspomnianą z imienia i to nie w jednej wzmiance, ale wielokrotnie. Cudowne poczęcie Jezusa jest jednym z dogmatów ich wiary. Nie wierzą natomiast w śmierć na krzyżu, ponieważ według nich Bóg nie pozwoliłby na zabicie swojego proroka. Nie uznają też Jezusa za Syna Bożego – Bóg jest jeden i dodawanie mu jakichkolwiek współtowarzyszy jest surowo zabronione.

Taufiq nie jest w stanie znieść, że w Boże Narodzenie nie byłem w kościele, więc zawozi mnie do najbliższego, który mieści się akurat w jego miasteczku – Gondanglegi. Stacjonują tam tylko 2 katolickie zakonnice, więc msze nie odbywają się codziennie. Ksiądz odwiedza je tylko raz w tygodniu w każdy wtorek. Już mam zapowiedziane, że co wtorek będę dowożony na mszę. W ten oto sposób muzułmanin zatroszczy się o moje zbawienie.

DSC02186

Kojarzy Wam się z czymś to zdjęcie?

DSC02187

Mnie, jakoś tak przy Bożym Narodzeniu, jednoznacznie nasuwa się porównanie ze Świętą Rodziną. Matka Boska też nosiła chustę…

Ja, zbłąkany pastuszek, też oddaję hołd nowemu życiu i tak kończą się moje indonezyjskie Święta.

DSC02177

Facebookby feather


  • tomasz

    No co Ty opowiadasz, stare klapki Kubota i butelki po Muszyniance wrzucone do Wisły lądują na brzegu u Szwedów albo u tych wstrętnych i zawsze pijanych Rosjan w Obwodzie Kaliningradzkim (na co sobie zasłużyli za Potop i zabory) a nie na plaży w Indonezji.

    • Tak naprawdę te śmieci są głównie tutejsze, bo sami Indonezyjczycy strasznie śmiecą, ale problem jest globalny.

  • Cudownie! Podczas gdy wszyscy zachwycają się magią świąt w Polsce, ja od jakiegoś czasu najchętniej uciekłabym od tego pędu i okresu świątecznego, który składa się głównie na kolejki w sklepach. Marzą mi się takie egzotyczne święta!

    • Egzotyczne święta rzeczywiście polecam, chociaż uczciwie ostrzegam, że korki i kolejki to indonezyjska specjalność, więc akurat przed tym się tu nie ucieknie 🙂

Inline
Please enter easy facebook like box shortcode from settings > Easy Fcebook Likebox
Inline
Please enter easy facebook like box shortcode from settings > Easy Fcebook Likebox