logo

Sylwester, którego nie było

Noc sylwestrowa była dla mnie nocą spełniających się marzeń, a konkretnie jednego marzenia. Od kilku lat było ono jedno i niezmienne, powracające cyklicznie co roku i dotychczas niemożliwe do zrealizowania. Tym razem udało się. Całą noc z 31.12. na 1.01. smacznie przespałem, aby obudzić się rano i przywitać Nowy Rok bez kaca i zmęczenia, za to z filiżanką kawy na świeżym powietrzu w promieniach ciepłego słońca.

Nie to, że jestem stary, drętwy i nie umiem się bawić, ale Sylwester kojarzy mi się źle. W czasach wczesnej młodości, kiedy miarą dobrej zabawy była ilość wlanego w siebie alkoholu, było źle, bo poranek noworoczny przynosił kaca giganta. W czasach trochę późniejszej młodości pracowałem przez ponad 5 lat w hotelarstwie. Ta branża nie zna pojęcia dni wolnych w święta. Co roku albo pracowałem w Sylwestra, albo w Nowy Rok, a najczęściej w oba te dni. Ostatni przełom grudnia i stycznia przyniósł mi harówę, jakiej długo nie zapomnę.

Dlatego w tym roku nie mogłem przegapić okazji. Jestem w kraju, w którym nie pije się alkoholu, tradycja balowania w środku nocy poza kilkoma miejscami pełnymi zachodnich turystów nie jest zbyt popularna, a ja po raz kolejny zostałem zaproszony do znajomych na wieś.

Teraz albo nigdy – pomyślałem, po czym o 21.30 grzecznie położyłem się do łóżeczka, aby wstać następnego poranka obudzonym pianiem kogutów i muczeniem krów.

Nie zanudzałbym Was jednak tym wpisem, gdyby to był koniec historii. Balów sylwestrowych w Indonezji zbyt wielu się nie urządza, co nie znaczy, że świętowanie Nowego Roku jest tu zupełnie nieznane. Wieczorem, dało się słyszeć fajerwerki, chociaż nie o 24:00. Złośliwie skomentuję to tak, że nawet gdyby Indonezyjczycy chcieli, to i tak nie udałoby im się wystrzelić petard równo o północy, bo w tym kraju nic nigdy nie odbyło się punktualnie, więc dlaczego w tym przypadku miałoby być inaczej?

Pierwszy stycznia jest dniem wolnym od pracy, a dodatkowo trwają wtedy szkolne ferie zimowe, więc jest to idealny moment na rodzinne wypady za miasto.

Z Fauzim, o którym kilka słów było TUTAJ, oraz grupką jego znajomych wybraliśmy się o świcie na plażę. To znaczy w planach było o świcie, a w rzeczywistości zajechaliśmy tam około 10:00. Rozbiliśmy obozowisko, gdzie skonstruowaliśmy grilla z kilku kamieni. Wydelegowana grupka pojechała w tym czasie do pobliskiego portu w celu zrobienia zakupów u miejscowych rybaków, a później wszyscy razem przystąpiliśmy do noworocznego obiadu. Niby nic wielkiego, ale był to jeden z lepszych posiłków, jakie jadłem dotychczas w Indonezji. Świeża ryba, ryż, sos sojowy, chili – tyle potrzeba mi do szczęścia. 

Exif_JPEG_420

Sama plaża Bengkung jest dość ładna i krajobrazowo bardzo zróżnicowana. To w zasadzie kilka sąsiadujących ze sobą malowniczych zatoczek. Znowu muszę jednak ostrzec, że jest dość brudno, jak wszędzie, gdzie bawią się Indonezyjczycy. Zauważyłem, że muzułmanie mają obsesję na punkcie czystości własnego ciała. Dokonują ablucji przed każdą modlitwą, a każdą wolną chwilę przeznaczają na kąpiele. Nie ma to jednak żadnego przełożenia na dbanie o czystość swojego otoczenia. Upadło – niech leży, rozlało się – mrówki wypiją, skończyłem jeść/pić – papierek/butelka fru za siebie! Mieszkałem w Kambodży, gdzie również było brudno, ale Jawa bije Kambodżę na głowę. Na Bengkung nie jest tragicznie jak na jawajskie standardy, ale ktoś przyzwyczajony do norm europejskich może się poczuć zniesmaczony.

DSC02236DSC02240

Na koniec dnia zdecydowałem się popływać. Na południu Malang większość plaż się do tego nie nadaje albo ze względu na fale, albo na niebezpieczne skały, a najczęściej jedno i drugie. Na plaży Bajul Mati w noworoczny długi weekend cztery osoby utonęły. Na Bengkung jest jednak jedno bezpieczne miejsce. Od otwartego morza oddziela je coś w rodzaju naturalnego falochronu – woda jest więc spokojna, a głębokość niewielka. Mam 1,81 m wzrostu i nigdzie mnie nie zakrywa.

DSC02254

Okazuje się jednak, że nawet w bezpiecznym miejscu nigdy nie jest do końca bezpiecznie, jeśli komuś brakuje wyobraźni. Dziewczyna z naszej grupy weszła za mną do wody. Dla mnie było płytko, ale dla drobniutkiej Azjatki już nie. Wdepnęła akurat w najgłębszy punkt na całym kąpielisku, spanikowała i zaczęła się topić. Nie wiem, po co tam szła, skoro wiedziała, że nie umie pływać. Na jej szamotaninę w wodzie nikt nie zwrócił uwagi, bo nikomu nie przyszło do głowy, że można tonąć w tak płytkim miejscu. Sam, kiedy to zobaczyłem, pomyślałem, że się zgrywa, ale chwilę później zorientowałem się, że coś nie gra, złapałem biedaczkę za rękę i wyciągnąłem na płytszą wodę. Nie była to jakaś spektakularna akcja ratownicza, bo ani razu w jej trakcie nie oderwałem stóp od dna, ale można powiedzieć, że zacząłem ten rok od uratowania ludzkiego życia.

Nie piszę o tym, aby się chwalić, bo nie ma czym, ale chcę przy okazji podzielić się z Wami pewną obserwacją na temat Indonezyjczyków. Ich sprawność fizyczna jest na fatalnym poziomie. O ile mężczyźni jeszcze pływają, o tyle u kobiet jest to rzadka umiejętność. Codzienna aktywność Indonezyjczyka ogranicza się do wyprowadzenia skutera z garażu. Są nieprzyzwyczajeni do jakiegokolwiek ruchu. W połączeniu z brawurą i lekkomyślnością, którymi nadrabiają braki w sprawności, daje to taki bilans ofiar utonięć, jaki daje.

Podsumowując: było miło, ponadto zostałem bohaterem, co połechtało moje ego, ale zwłaszcza w dni świąteczne nie polecam plaż w tej części Jawy. Nie są jakieś spektakularne, a do tego tłoczne i brudne. Taki już jednak urok najgęściej zaludnionej wyspy świata.

Exif_JPEG_420

Spełnienia marzeń w 2016 roku! Pozdrawiam!

Facebookby feather


Inline
Please enter easy facebook like box shortcode from settings > Easy Fcebook Likebox
Inline
Please enter easy facebook like box shortcode from settings > Easy Fcebook Likebox