logo

Wschód słońca nad Bromo – warto?

Od trzech dni myślę, jak ugryźć ten temat. Wpiszcie w Google Bromo, a wyszukiwarka zakrztusi się Wam z nadmiaru wyników. Wejdźcie na dowolną stronę, chociażby częściowo poświęconą Indonezji, a zdjęcie wulkanu w promieniach wchodzącego słońca wyskoczy Wam jako jedno z pierwszych. Pierwsze zdanie, które usłyszycie od Indonezyjczyka w Indonezji, będzie brzmiało: Musisz pojechać na Bali! Drugie: … i oczywiście na Bromo! (Tak, wiem, z gramatycznego punktu widzenia nie jest to zdanie.) Co takiego jest w tej górze, że atakuje mnie regularnie od pięciu miesięcy i pewnie wyskoczyłaby mi z lodówki, gdybym tylko miał tu lodówkę?

Nie będzie wpisu praktycznego, bo wątpię, aby ktokolwiek z Was startował w przyszłości w kierunku Bromo z Bululawang, więc to, jak ja tam dojechałem, jest mało przydatne i niezbyt interesujące. Spragnionych informacji praktycznych nie zostawię jednak na lodzie. Doczytajcie do końca – będzie bonus.

W Indonezji mieszkam, więc nie goni mnie czas, jak przeciętnego turysty. Miałem 2 pełne dni, a priorytetem były raczej niskie koszty, bo wybrałem się na ten weekend z siedmioma indonezyjskimi studentami, a wiadomo, że tym w żadnym kraju się nie przelewa. Dojechaliśmy do parkingu w Wonokitri samochodem, a później mieliśmy poruszać się już tylko pieszo z pełnym ekwipunkiem.

Że też w tym momencie nie zapaliła mi się czerwona lampka. Indonezyjczycy? Kilkanaście kilometrów w ciągu jednego dnia? W górach? Pieszo? Przecież oni stóp używają tylko do zmiany biegów na motorze. Inne funkcje kończyn dolnych nie są im znane. Nie mają też pojęcia o butach. Wprawdzie mieliśmy poruszać się głównie asfaltem (jak w drodze nad Morskie Oko), ale jednak przez myśl mi nie przeszło, że jeden założy korki (tak, takie do gry w nogę!), a drugi trampki z cienką podeszwą – proszenie się o otarcia i pęcherze. Trzech było wcześniej w górach – pierwszy wymięka po kilometrze pod ciężarem przeładowanego zbędnymi rzeczami plecaka, drugi to ten od korków, w trzecim cała moja nadzieja, że uda nam się doprowadzić tę wesołą trzódkę do obozu, gdzie mamy spędzić noc.

Droga jest przyjemna, przez las, chociaż kropiący deszcz nie nastraja optymistycznie. Las jak las, ale mimo wszystko rzuca się w oczy, że jesteśmy w niezwykłej części Jawy. Co jakiś czas czynne, bo uzupełniane ofiarami ze świeżych owoców i ryżu, hinduistyczne kapliczki oraz świnie chrumkające w mijanych gdzieniegdzie gospodarstwach to znak, że islam tu nie dotarł. Wleczemy się, robimy postoje co 10 minut, coraz bardziej pada…

DSC02665DSC02525

Po kilku godzinach docieramy do rozstaju dróg – w prawo Morze Piasku (o nim później), w lewo punkt widokowy Pananjakan i nasz obóz. Przed nami jeszcze minimum godzina drogi, ale jakoś tego nie widzę. Najib (ta moja jedyna nadzieja) usmarkany po pas – w końcu temperatura poniżej 15°C i pada. To dla nich jak dla nas Syberia. Reszta, jeszcze nieusmarkana, ale trzęsie się z zimna. Mają jednak radochę. Pierwszy raz w życiu doświadczają, jak para wydobywa im się z ust podczas mówienia. Mnie aż tak mocno to nie bawi. Martwię się o Najiba, który wygląda coraz gorzej. Zarządzam postój w przydrożnym sklepiku pośrodku niczego. Najibowi aplikuję pół apteczki, a reszcie stawiam gorące napoje. Gotujemy też sobie makaron błyskawiczny. Dla nas to oczywiste, że kiedy marzniemy, musimy napić się czegoś ciepłego. Dla nich niekoniecznie. Nigdy w życiu nie było im zimno – nie wiedzą, co się wtedy robi. Pija się tu kawę i herbatę, ale nad jedną szklanką/filiżanką spędza się godzinę lub dłużej. Wszystko ich parzy, więc w normalnych warunkach czekają aż ostygnie. Teraz stoję nad nimi ja, jak matka nad przedszkolakiem i strofuję: Jedz i pij póki ciepłe!

Ruszamy w drogę. Musimy wyglądać jednak żałośnie, bo za chwilę zatrzymuje się samochód i kierowca proponuje nam podwózkę za darmo. Ostatni etap pokonujemy więc na pace pickupa. Trafiamy w miejsce, gdzie o świcie trzeba się rozpychać łokciami, ale teraz jesteśmy sami. Kilkadziesiąt metrów niżej znajdujemy kawałek płaskiego terenu, na którym rozbijamy namioty. Poza nami nocuje tu jeszcze czterech indonezyjskich studentów. Nastroje się poprawiają, a zachód słońca jest zjawiskowy, mimo że wciąż jest pochmurno.

Exif_JPEG_420

W nocy jest zimno, ale mnie ciepła bluza, czapka i rękawiczki wystarczają. Nasłuchałem się, jakie to ekstremalne warunki tu panują, więc mam więcej ubrań. Obdzielam nimi (i paracetamolem) co słabsze jednostki. Czuję się jak wychowawca kolonijny.

Myślałem, że będzie to mój pierwszy dzień w Indonezji bez ryżu, ale się pomyliłem. Indonezyjczyk nie weźmie ze sobą porządnych butów i bluzy, ale bez worka ryżu w góry się nie ruszy. Gotujemy go na kuchence turystycznej i kontemplujemy Drogę Mleczną. Jest pięknie.

DSC02580

MasterChef Indonesia

Godzinę przed świtem czar jednak pryska. Wrzeszczący tłum zamiast budzika i hordy Indonezyjczyków cykające sobie selfie bezpośrednio przed moim namiotem. Powietrze w porównaniu z dniem wczorajszym jest dość czyste, więc zapowiada się ładny wschód słońca. Jak na złość jednak wulkanowi się czknęło. Nie będzie dobrych zdjęć, bo wszystko spowija chmura śmierdzącego zepsutym jajem dymu.

Exif_JPEG_420

W ogóle ten wschód słońca nad Bromo to ściema, bo słońce wschodzi nie z tej strony, z której powinno 😉 Zapewne w porze suchej, gdy powietrze jest bardziej przejrzyste, góry są ładnie oświetlone i tak powstają te wszystkie pocztówkowe zdjęcia trzech braci: Bromo, Batok i Semeru (kolejność od najmniejszego do największego).

Nie narzekam jednak, bo widoki są i tak niecodzienne. Zwłaszcza niezwykła rzeźba szczytu Batok robi wrażenie. Niby widziałem to milion razy na zdjęciach, ale na żywo to co innego.

SAMSUNG CAMERA PICTURES

Jak to sfotografować, żeby nie było identycznie jak na milionie innych zdjęć tego miejsca w sieci?

Exif_JPEG_420

Chyba się nie da 😉

Ruszamy w czterogodzinną drogę w dół. Najpierw po asfalcie, więc jakoś to idzie, ale jest bardzo stromo – boję się drogi powrotnej. Później przez płaskie Morze Piasku (a w zasadzie pyłu wulkanicznego), które w porze deszczowej gdzieniegdzie zieleni się łąką.

U stóp Bromo, co było do przewidzenia, właściciele najmniej odpowiednich butów wymiękają. Mają takie odciski i otarcia, że nie dadzą rady wspiąć się po schodach na szczyt. Nie ma tego złego… Koczują pod hinduistyczną świątynią na dole, pilnują dobytku, a reszta idzie zajrzeć do wnętrza ziemi.

SAMSUNG CAMERA PICTURES

Uki, wstawaj, bo nas tu noc zastanie!

DSC02666

„Stacja benzynowa” pośrodku niczego.

DSC02671

Wszyscy tylko Bromo i Bromo, a mnie najbardziej z okolicznych szczytów podoba się Batok.

DSC02709

Co ma wspólnego hinduizm spod Bromo z polskim katolicyzmem? Palemki są identyczne 😉

DSC02693

Nie jest to mój pierwszy wulkan w życiu, ale ten bucha dymem solidnie, więc nie powiem, że nie zrobił na mnie wrażenia. W punkcie widokowym barierki niby są, ale przelecieć przez nie nie tak znowu trudno. Chwila nieuwagi i gotujesz się w jajecznym wywarze. Co odważniejsi lub po prostu głupsi zapuszczają się dalej, gdzie barierek już nie ma. Z dzieckiem bym się tu nie wybrał.DSC02715

SAMSUNG CAMERA PICTURES

Stary jestem. Ledwo załapałem, o co chodzi z selfie a tu przyszedł nowy trend – fotografowanie się z własnoręcznie spisanym wyznaniem miłosnym w ekstremalnych miejscach. BTW Indoenglish rulez!

Ok. Ostatni punkt wycieczki zaliczony. Tylko jak teraz doprowadzić tę ferajnę do parkingu? W ich tempie to ładnych kilka godzin drogi z jednym wyasfaltowanym, ale bardzo stromym podejściem. Co jednak robić? Alternatywą jest zostanie tu do końca życia.

Na obrzeżach Morza Piasku zatrzymujemy się przy straganie z napojami i makaronem. Mąż pani sprzedawczyni z kolegami podwiozą nas do parkingu na motorach. Siedzę z boku, nie robię zdjęć, chociaż mam ochotę, udaję, że mnie nie ma. Wiem, że moja biała twarz nie ułatwia moim Indonezyjczykom negocjacji. Scena jest piękna. Wszyscy siedzą w kółku i debatują. Wiele w tym tego nieporównywalnego z niczym innym indonezyjskiego pustosłowia, ale wiele też rytuału wzajemnych uprzejmości. Nie jestem dobry w targowaniu się, ale bardzo lubię je obserwować. Przynajmniej w tym konkretnym wydaniu ma w sobie więcej z życzliwych negocjacji niż prymitywnego naciągactwa. To jedna z podstawowych zalet podróżowania z miejscowymi – nie zostaniesz tak łatwo orżnięty. Mam podwójną frajdę, bo dużo z tego rozumiem. To fascynujące, że po kilku miesiącach życia w kraju, bez żadnego kursu nabywa się tę bierną znajomość języka.

Ostateczna cena jest akceptowalna.

A teraz podsumowanie:

Konkluzja nr 1

Prędzej wybiorę się w przyszłości samotnie na K2 niż z grupą Indonezyjczyków w Góry Świętokrzyskie 😉

Konkluzja nr 2

Na Bromo wybrać się warto, bo widoki są niezwykłe, ale kompletnie nie rozumiem tego parcia na wschód słońca. Miałoby to sens, gdyby wulkan znajdował się na wschód od punktu widokowego, a nie południowy zachód. Tłumy są tam wtedy dzikie, pary młode robią sobie sesje zdjęciowe, a Australijczycy drą japy. O innych porach dnia jest naprawdę ciekawiej. Uczciwie zaznaczę jednak, że zwłaszcza popołudniu, zwłaszcza w porze deszczowej można nie mieć szczęścia do pogody.

DSC02584

Idealne warunki do przeżycia mistycznych doznań podczas wschodu słońca.

Poprawka do konkluzji nr 1

No dobra, może ci Indonezyjczycy nie są tacy źli. Mimo wszystko lubię ich i fajnie było. Następnym razem osobiście jednak spakuję im plecaki, skontroluję obuwie, opracuję trasę, a miesiąc przed wprowadzę cykl treningów, aby nie słaniali mi się ze zmęczenia po przejściu kilometra.

DSC02630

Nasza wesoła trzódka.

Uwaga do konkluzji nr 2

Par młodych się nie czepiam. Sam brałem kiedyś udział w jednej amatorskiej sesji ślubnej w plenerze w Alicante. Też ludzie patrzyli na nas dziwnie, ale ja – „fotograf” i moi przyjaciele nowożeńcy świetnie się bawiliśmy. A ile wina przy tym wypiliśmy… Mamawbiegu.pl – wywołuję Cię do odpowiedzi. Opublikuj kiedyś te zdjęcia!

Obiecany bonus

Wulkan Bromo + jak tam dotrzeć

Polecam nie tylko ten link, ale cały blog. Emi (Emi w drodze) to skarbnica wiedzy o Indonezji, bo mieszka od kilku lat w Yogyakarcie. Poza tym świetnie się ją czyta. Odwiedzam ją w realu w Wielkanoc, więc na pewno jeszcze o niej u mnie będzie.

To koniec na dziś. Fajnie się czytało? Jeśli tak, to bardzo się cieszę. Jeśli nie… Cóż, masz za sobą kolejny tekst o Bromo. Próbuj dalej, w sieci są ich setki. W końcu trafisz na to, czego szukasz. Pozdrawiam!

Facebookby feather


  • Dzięki!
    Uwielbiam Cię czytać, bo to Ty, ale ten wpis jest dla mnie najlepszy!
    Przeżyłam to, byłam tam razem z Wami. Tak mogę zwiedzać Indonezję z Tobą.
    Proszę o więcej. Nie, żądam więcej!

    Widoki cudowne,przeżycie niezapomniane.

    A ostatnio natrafiłam na zdjęcia z Alicante, zostawię je jednak na kolejną rocznicę 🙂

    • Boże! Możemy sobie czasem wzajemnie posłodzić w blogosferze, ale bez przesady, bo się czerwienię😊 Cieszę się, że się podobało.

      Trzymam za słowo w sprawie tego wpisu o Alicante. To były czasy! Po wypiciu wina szło się na miasto zrobić coś szalonego, a nie przysypiało przy stole na siedząco…

      • Cóż Ci poradzę 🙂 Może by mnie tak nie urzekło gdyby nie te buty i ich kompletne nieprzygotowanie 😉
        Ehhh, to za czasy…

        • Dla niewtajemniczonych: dlaczego uwielbiam Martę – autorkę Mamy w biegu? Ponieważ jest jedyną osobą, jaką znam, która na niskobudżetowy wyjazd do Hiszpanii zabiera suknię ślubną, tylko po to, aby zrobić sobie zdjęcie nad morzem 😄

  • Emiwdrodze

    Teraz to ja się zaczerwieniłam^^ Pozdrowienia z Jogji i do zobaczenia niedługo, dzięki za miłe słowo 😉

    • Cóż, taka prawda. Paru Polaków coś tam sobie skrobie w sieci o Indonezji, ale to Ty jesteś chodzącą encyklopedią. Do zobaczenia!

      • Emiwdrodze

        Jeśli już to o Jawiej – nie podejmuję się takiego tytułu odnośnie całej Indonezji, bo sama słabo ją znam 😛

        • A znasz kogoś, kto zwiedził całą Indonezję i całą dobrze zna? 😉

          • Emiwdrodze

            Całej nie da rady, życia by zabrakło 😉 Ale znam Polaków, którzy znają ją o wieeele lepiej niż ja, tylko blogów nie piszą 😛

          • Nie ma ich w sieci, więc to tak jakby nie istnieli 😄

  • Niesamowite widoki, świetny opis.

    • Dziękuję bardzo i polecam się na przyszłość.

  • Z ogromną przyjemnością się zaczytałam, dzięki Tobie odbyłam bardzo ciekawą podróż. 🙂

    • Cieszę się i obiecuję więcej. W ciągu najbliższych 3 tygodni będę w rozjazdach, więc relacji z ciekawych miejsc trochę jeszcze będzie.

Inline
Please enter easy facebook like box shortcode from settings > Easy Fcebook Likebox
Inline
Please enter easy facebook like box shortcode from settings > Easy Fcebook Likebox