logo

Zarządzanie czasem po indonezyjsku

Dobre zarządzanie czasem nie było nigdy moją najmocniejszą stroną, chociaż lata pracy w gastronomii czegoś mnie jednak nauczyły. W restauracji są tylko dwa wyjścia: zorganizuj się albo zgiń. Jedno jest pewne. W Indonezji swoich umiejętności w tej materii nie poprawię, a prędzej się uwstecznię.

Sytuacja pierwsza

Mój indonezyjski szef jest miłośnikiem kina i czasami jedziemy na miasto obejrzeć jakąś nową amerykańską produkcję. Lubię te wypady, ale… No właśnie. Jeszcze nigdy nie udało nam się dotrzeć do kina na czas bez komplikacji.

Sytuacja pierwsza z brzegu. Umawiamy się, że wyjeżdżamy z domu o 16:00. Oczywiście nie udaje się to, bo bierzemy ze sobą ciężarną żonę i dwoje dzieci w wieku podstawówkowym oraz szesnastoletniego zaprzyjaźnionego ucznia dla towarzystwa. Zebranie do kupy pięciu Indonezyjczyków w jednym miejscu, w tym samym momencie byłoby nie lada wyzwaniem dla najlepszego specjalisty z zakresu zarządzania zasobami ludzkimi. Przerabiam to codziennie w szkole. W momencie, kiedy wybija godzina nauki, zaczyna się sikanie, jedzenie, picie, kąpiele i inne. Niezwykle rzadko udaje mi się zebrać całą grupę w klasie w czasie krótszym niż 20 minut.

Powróćmy do naszego rodzinnego wypadu do kina. O 16:00 mieliśmy wyjechać, ale w rzeczywistości zaczynamy się wtedy dopiero zbierać. Dzieci się przebierają, żona wydaje jakieś dyspozycje w kuchni odnośnie zakupów, tata przeprowadza jakieś telefoniczne rozmowy biznesowe itp. Udaje nam się wyjechać z Bululawang o 16:40, co i tak jest sporym sukcesem.

Są godziny szczytu, ale do centrum Malang udaje nam się dotrzeć dość sprawnie. Dojeżdżamy o 17:30. Wpadamy do centrum handlowego – w sumie nie wiem po co – tak się poszwendać dla zabicia czasu. O 18:00 dzieci krzyczą, że chcą do KFC. OK, ale mama (w ósmym miesiącu ciąży) źle się czuje, więc wraca do samochodu odpocząć w towarzystwie męża, a ja zostaję z dziećmi w KFC. Seans jest o 19:oo, więc dzieci zdążą zjeść, a mama zdrzemnąć się w aucie. O 18:40 zaczynam nerwowo spoglądać na zegarek, bo do seansu 20 minut, a ja siedzę w KFC z trójką indonezyjskich dzieci, z których tylko szesnastolatek coś duka po angielsku, a po rodzicach słuch zaginął.

Exif_JPEG_420

Na szczęście po kilku minutach do restauracji wkracza ojciec. Oznajmia jednak zmianę planu. Na początku dzieci z mamą w trakcie seansu miały robić zakupy w galerii handlowej, a film miałem oglądać tylko ja z szefem. Jednak żona nie da rady i musi wracać taksówką do domu. Oczywiście nie do przewidzenia był fakt, że kobieta w zaawansowanej ciąży może nie wytrzymać kondycyjnie kilkugodzinnej tułaczki po sklepach w towarzystwie rozbrykanej gromadki dzieci 😉 Ok. Ojciec wzywa taksówkę. Czekamy, czekamy… Ciągle są korki. Mamy gorącą linię z taksówkarzem, który krąży gdzieś wokół i nie może nas znaleźć. W końcu udaje się. Pakujemy towarzystwo do taksówki, ale najpierw oczywiście wszyscy muszą do toalety, bo jedni napili się za dużo coli, a inni są w zaawansowanej ciąży.

O 19:00 akcja wyprawiania rodziny do domu kończy się sukcesem. Seans już się zaczął, ale kino jest niedaleko, na początku lecą reklamy, więc nic straconego. Ok. 19:10 jesteśmy przy kasie, ale tu zaskoczenie. Film zaczął się o 18:45 i straciliśmy już sporo akcji. Szef źle sprawdził godzinę rozpoczęcia.

Zapada decyzja, że poczekamy na następny seans o 20:05. Mamy godzinę, więc szef wpada na pomysł, że podskoczymy do innego centrum handlowego nieopodal, bo potrzebuje rzutnik multimedialny, a nigdy nie ma czasu, żeby go kupić. Dość szybko tam docieramy, ale wybieranie rzutnika trwa wieki. Kolejne tyle to odręczne wypisywanie gwarancji przez sprzedawcę. Na seans wpadamy spóźnieni kilka minut.

Sytuacja druga

Pamiętacie ze szkoły, co robiliscie pomiędzy wystawieniem ocen a końcem semestru/roku szkolnego? Za moich czasów był to zawsze zmarnowany okres. Nauczyciele zajęci byli wypisywaniem świadectw i papierkową robotą, uczniowie znudzeni i stęsknieni za wakacjami chodzili do szkoły lub nie. W indonezyjskich szkołach jest to lepiej pomyślane. To czas wszelkich konkursów, zawodów sportowych i innych aktywności, które nie są lekcjami, ale nie pozwalają się dzieciom nudzić. Tak to przynajmniej wygląda w teorii 😉

W praktyce było tak. Z nauczycielami angielskiego na jeden dzień mieliśmy przygotowane dwie konkurencje językowe: story telling i debatę po angielsku. Historie były na dowolny przygotowany wcześniej temat i był to konkurs indywidualny. W debacie brało udział kilka grup i obowiązywał system pucharowy. W eliminacjach brali udział wszyscy i po każdym etapie kogoś eliminowaliśmy, aż w finale znalazły się dwie najlepsze drużyny. Tematy poszczególnych rund były znane wcześniej, aby uczniowie mogli się dobrze przygotować. Chłopcy debatowali rano, a dziewczynki po południu. Szkoła jest wyznaniowa i płci się w niej nie miesza.

U chłopców nie wszystkie grupy stawiły się do rywalizacji. Część zaspała, część się nie przygotowała, w dwóch grupach skład był niepełny. Mieliśmy zatem tylko dwie pełne grupy i kilku chętnych niestanowiących jednak jednej zgranej drużyny. Na szybko połączyliśmy ich w trzecią grupę „kombinowaną”. Cały harmonogram konkursu wziął w łeb, bo nie dało się tego rozegrać, tak jak pierwotnie założyliśmy, przy nieparzystej ilości drużyn. Nowy regulamin powstał ad hoc, ale nawet nieźle to wyszło.

U dziewczynek była katastrofa. O wyznaczonej godzinie na miejsce debaty przyszła garstka. Część nie zjadła jeszcze obiadu, część się kąpała, część była chora. Część brała udział w tym samym czasie w przesuniętych z wczoraj zawodach w siatkówce. Siatkówka miała jednodniowy poślizg ponieważ dzień wcześniej popołudniu padało. To bardzo zaskoczyło organizatorów, którzy zaplanowali rozgrywki na popołudnie, bo przez wiele lat życia w Indonezji jeszcze się nie zorientowali, że w porze deszczowej zawsze popołudniu pada. Tak jest codziennie. Ich klimat to nie ruletka jak w Polsce, gdzie nigdy nie wiesz, jak się ubrać. Poniedziałek – słońce rano, deszcz popołudniu, wtorek – słońce rano, deszcz popołudniu i tak dalej przez całą porę deszczową (ok, czasami pada przez cały dzień). Na co zatem liczyli organizatorzy, planujący zawody na popołudnie? O dziwo kolejnego dnia też padało i też wszyscy byli zaskoczeni 😉

Wracamy do debaty. Czekamy, czekamy… Nie ma większości uczestniczek, ale zaczynamy. Znowu w trakcie zmieniamy regulamin, aby dostosować go do nieparzystej liczby drużyn. W końcu w bólach wyłaniamy zwyciężczynie. Zaczynamy rozchodzić się do domów i wtedy…

Trzy i pół godziny po planowanym rozpoczęciu konkursu zjawiają się brakujące uczestniczki i chcą dołączyć do zakończonej rywalizacji. Dlaczego dopiero teraz? Bo wcześniej padało, a one nie miały parasola. Odległość między internatem a szkołą to jakieś 50 metrów, ale brak parasola spowodował ten drobny poślizg 🙂

To już za wiele, nawet dla moich indonezyjskich kolegów nauczycieli. Jesteśmy wykończeni po całym dniu zmagania się z tym, że ktoś nie mógł, ktoś się spóźnił, a ktoś nie zdążył. Spóźnialskie, ku swojemu wielkiemu zdziwieniu, będą musiały poczekać na debatę w przyszłym semestrze.

Jaki z tego morał?

Drogi człowieku Zachodu! Jakie jest najgłupsze pytanie, które możesz zadać Indonezyjczykowi?

O której godzinie coś się zacznie?

Daruj sobie od razu! W którymkolwiek z setek indonezyjskich języków nie zadałbyś tego pytania, nie zostanie ono zrozumiane. Nie dlatego że mówisz niewyraźnie. Życie Indonezyjczyka to jeden wielki, niekończący się spontan. Szczyt precyzji i zorganizowania osiąga tu ktoś, kto zapowiada, że zrobi coś rano lub popołudniu i rzeczywiście wtedy to robi. Podzielenie dnia na krótsze jednostki czasu takie jak godziny lub nie daj Boże minuty, to koncept obcy tej kulturze. Albo to zaakceptujesz, albo z pobytu w Indonezji wrócisz ze zszarganymi nerwami. Na pytanie „O której godzinie coś się zacznie?” jest więc tylko jedna poprawna odpowiedź:

Na pewno nie o tej, o której było to zaplanowane.

Także usiądź sobie wygodnie, załóż nogę na nogę i czekaj. Po dłuższym pobycie w Indonezji cierpliwe czekanie będziesz miał opanowane do perfekcji.

Pozdrawiam i zachęcam do cierpliwego czekania na następny wpis, a będzie on o Świętach bez choinki.

Facebookby feather


Inline
Please enter easy facebook like box shortcode from settings > Easy Fcebook Likebox
Inline
Please enter easy facebook like box shortcode from settings > Easy Fcebook Likebox